Czasami mam wrażenie, że normalne życie toczy się gdzieś poza mną, że jakoś tak wycieka mi między palcami. Mija dzień za dniem a ja, jakby w jakimś letargu, pogrążona w nauce, książkach, swoim niewyspaniu i zmęczeniu.
Kiedy wkraczam w naszej nowej bibliotece na dział sztuki, ogarnia mnie totalne szaleństwo a jednocześnie przerażenie. Dotykam palcami okładek. Bauhaus. Corbusier. Design. Art Deco. Vermeer. Rembrandt. Frida Kahlo. Secesja. Pod tymi okładkami kryją się niezmierzone ilości opowieści i tajemnic, które chcę poznać. Kuszą. Bardzo mnie kuszą. Chcę to wszystko wiedzieć. Ogarnia mnie przerażenie, że nie zdążę. Ogarnia mnie przerażenie, że w nadmiarze obowiązków, braku czasu i ciągłym zmęczeniu, traktuję to, co jest dla mnie ważne, po macoszemu.
Dokończyłam Kwiaty na poddaszu Virginii C. Andrews. Narracja nie powala. Jednak przeczytałam z zainteresowaniem, być może sięgnę po kolejne części. Wiele już zostało napisane i powiedziane o tej książce. Z mojej strony, tylko tyle, że jestem pod wrażeniem więzi, która się wytworzyła między rodzeństwem, tego jak bardzo potrafiły się wspierać i opiekować się sobą.
Myślę, że to taka dobra powiastka z morałem na dziś. W świecie, gdzie
tak wielu ludzi podąża w kierunku sukcesu, bogactwa i ogólnego
dobrobytu. Aby w tych dążeniach, nie zgubić, tego co najważniejsze,
miłości i czułości. Bo dzieci wcale nie trzeba zamykać na wiele lat na
poddaszu, aby im odebrać dzieciństwo i je unieszczęśliwić.
czwartek, 18 października 2012
niedziela, 7 października 2012
Eviva l'arte!
Wróciłam. O tym, skąd, opowiem Wam innym razem.
Teraz, odpowiedź na pytanie. Dlaczego Eviva l'arte!?
Wszystko zaczęło się od Tetmajera i jego Eviva l'arte i mojego uwielbienia sztuki.
Tetmajer napisał kiedyś tak:
Eviva l'arte! Człowiek zginąć musi -
cóż, kto pieniędzy nie ma, jest pariasem,
nędza porywa za gardło i dusi -
zginąć, to zginąć jak pies, a tymczasem,
choć życie nasze splunięcia niewarte:
evviva l'arte!
Eviva l'arte! Niechaj pasie brzuchy
nędzny filistrów naród! My, artyści,
my, którym często na chleb braknie suchy,
my, do jesiennych tak podobni liści,
i tak wykrzykniem; gdy wszystko nic warte,
evviva l'arte!
Evviva l'arte! Duma naszym bogiem,
sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi,
możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem,
ale jak orły z skrzydły złamanemi -
więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte?
evviva l'arte!
Evviva l'arte! W piersiach naszych płoną
ognie przez Boga samego włożone:
więc patrzym na tłum z głową podniesioną,
laurów za złotą nie damy koronę,
i chociaż życie nasze nic niewarte:
evviva l'arte!
Analiza poezji nie jest łatwa. Nie zamierzam jej się tutaj podejmować, bo i tak nie sprostam zadaniu. Jednak dla mnie, ten wiersz jest hymnem pochwalnym, nie tylko samej sztuki, ale przede wszystkim artystów, którzy często, przymierając głodem poświęcili życie dla sztuki. Tak im podpowiadało serce, że są bytem dla sztuki.
Dzisiaj eviva l'arte, czyli niech żyje sztuka weszło do języka potocznego.
A ja... wywyższam sztukę ponad wiele. Także eviva l'arte! Niech żyje sztuka!
Teraz, odpowiedź na pytanie. Dlaczego Eviva l'arte!?
Wszystko zaczęło się od Tetmajera i jego Eviva l'arte i mojego uwielbienia sztuki.
Tetmajer napisał kiedyś tak:
Eviva l'arte! Człowiek zginąć musi -
cóż, kto pieniędzy nie ma, jest pariasem,
nędza porywa za gardło i dusi -
zginąć, to zginąć jak pies, a tymczasem,
choć życie nasze splunięcia niewarte:
evviva l'arte!
Eviva l'arte! Niechaj pasie brzuchy
nędzny filistrów naród! My, artyści,
my, którym często na chleb braknie suchy,
my, do jesiennych tak podobni liści,
i tak wykrzykniem; gdy wszystko nic warte,
evviva l'arte!
Evviva l'arte! Duma naszym bogiem,
sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi,
możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem,
ale jak orły z skrzydły złamanemi -
więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte?
evviva l'arte!
Evviva l'arte! W piersiach naszych płoną
ognie przez Boga samego włożone:
więc patrzym na tłum z głową podniesioną,
laurów za złotą nie damy koronę,
i chociaż życie nasze nic niewarte:
evviva l'arte!
Analiza poezji nie jest łatwa. Nie zamierzam jej się tutaj podejmować, bo i tak nie sprostam zadaniu. Jednak dla mnie, ten wiersz jest hymnem pochwalnym, nie tylko samej sztuki, ale przede wszystkim artystów, którzy często, przymierając głodem poświęcili życie dla sztuki. Tak im podpowiadało serce, że są bytem dla sztuki.
Dzisiaj eviva l'arte, czyli niech żyje sztuka weszło do języka potocznego.
A ja... wywyższam sztukę ponad wiele. Także eviva l'arte! Niech żyje sztuka!
czwartek, 27 września 2012
o Kolejce...
Nie, to nie to, że moje wpisy nagle zaczęły się cieszyć takim powodzeniem wśród internetowej społeczności, ale chyba ktoś cały dzień siedzi i odświeża mój zapiśnik.
Dzisiaj o kolejce :)
Od dobrych kilku lat, kolejka towarzyszy mi zawsze. A to już się tak ciągnie chyba od końca gimnazjum albo liceum, w każdym razie od momentu jak zaczęłam wszystko układać w kolejkę. Dzieje się to mniej więcej tak. Jestem w księgarni i widzę świetną książkę. Za jedyne 10 złotych. Akurat jest promocja i już widzę, że ostatnie egzemplarze. No więc, biorę. Idę do następnej księgarni, świąteczna promocja na nowości. Wszystkie 30 % taniej. Układam list do Mikołaja i Dzieciątka jednocześnie. W ten sposób do moich zasobów trafia przez święta kilka perełek. Do tego dochodzą moje urodziny. Jeszcze Kraków. Przynajmniej dwa razy w roku odwiedzamy Kraków. Z reguły wtedy, kiedy dzieją się tam ciekawe rzeczy, są interesujące mnie wystawy. Zawsze wracam stamtąd z kilkoma książkami lub albumami.
Prawie bym zapomniała o bibliotece, z której też wychodzę z paroma pozycjami. (Wiem, uzależnienie. Jednak lepsze to od np. kleptomanii.)
Ale wiadomo, nie samą literaturą człowiek żyje. Tak więc, nauka. Uwielbiam studiować sztukę. Jednak nie zawsze, w związku z natłokiem zajęć, zdążę wszystko przygotować albo przynajmniej przeczytać. A temat jest szalenie interesujący. Następny temat już czeka, zatem ten wkładam w kolejkę.
Poza tym, wystawy i muzea. W mojej okolicy jest naprawdę wiele fantastycznych miejsc, które chciałabym odwiedzić a nie mam kiedy. Tutaj kolejka jest naprawdę długa. Porównywalna do tej książkowej.
Jeszcze jest hobby i rozwijanie czegoś co można nazwać zrób coś z niczego. Dzisiaj kupiłam w ikei lusterka. Były śmiesznie tanie a wiem, że mogę wyczarować z nich cuda.
Do kolejki ustawiają się także filmy, wyjazdy, spotkania i inne.
Oczywiście, są również bezkolejkowe "elementy mojego świata". Nie wiem, jak nazwać tą kategorię. Są to przede wszystkim bliskie mi osoby, dla których chcę być zawsze i zawsze znajdzie się miejsce poza kolejką. Czasem mama potrzebuje żeby jechać z nią na zakupy. Czasem Mężczyzna potrzebuje troski, rozmowy, mnie. Lubię się czuć potrzebna (ale nie wykorzystywana :P). Tych ważnych spraw, nie układam w kolejkę.
Do czego zmierzam? Odnalazłam coś, co doskonale pasuje do mojej kolejkowej natury. Graliśmy dopiero dwa razy, ale już wiem, że to lubię. Będzie to doskonała zabawa na długie jesienne i zimowe wieczory.
Oto ona, KOLEJKA :)
Dzisiaj o kolejce :)
Od dobrych kilku lat, kolejka towarzyszy mi zawsze. A to już się tak ciągnie chyba od końca gimnazjum albo liceum, w każdym razie od momentu jak zaczęłam wszystko układać w kolejkę. Dzieje się to mniej więcej tak. Jestem w księgarni i widzę świetną książkę. Za jedyne 10 złotych. Akurat jest promocja i już widzę, że ostatnie egzemplarze. No więc, biorę. Idę do następnej księgarni, świąteczna promocja na nowości. Wszystkie 30 % taniej. Układam list do Mikołaja i Dzieciątka jednocześnie. W ten sposób do moich zasobów trafia przez święta kilka perełek. Do tego dochodzą moje urodziny. Jeszcze Kraków. Przynajmniej dwa razy w roku odwiedzamy Kraków. Z reguły wtedy, kiedy dzieją się tam ciekawe rzeczy, są interesujące mnie wystawy. Zawsze wracam stamtąd z kilkoma książkami lub albumami.
Prawie bym zapomniała o bibliotece, z której też wychodzę z paroma pozycjami. (Wiem, uzależnienie. Jednak lepsze to od np. kleptomanii.)
Ale wiadomo, nie samą literaturą człowiek żyje. Tak więc, nauka. Uwielbiam studiować sztukę. Jednak nie zawsze, w związku z natłokiem zajęć, zdążę wszystko przygotować albo przynajmniej przeczytać. A temat jest szalenie interesujący. Następny temat już czeka, zatem ten wkładam w kolejkę.
Poza tym, wystawy i muzea. W mojej okolicy jest naprawdę wiele fantastycznych miejsc, które chciałabym odwiedzić a nie mam kiedy. Tutaj kolejka jest naprawdę długa. Porównywalna do tej książkowej.
Jeszcze jest hobby i rozwijanie czegoś co można nazwać zrób coś z niczego. Dzisiaj kupiłam w ikei lusterka. Były śmiesznie tanie a wiem, że mogę wyczarować z nich cuda.
Do kolejki ustawiają się także filmy, wyjazdy, spotkania i inne.
Oczywiście, są również bezkolejkowe "elementy mojego świata". Nie wiem, jak nazwać tą kategorię. Są to przede wszystkim bliskie mi osoby, dla których chcę być zawsze i zawsze znajdzie się miejsce poza kolejką. Czasem mama potrzebuje żeby jechać z nią na zakupy. Czasem Mężczyzna potrzebuje troski, rozmowy, mnie. Lubię się czuć potrzebna (ale nie wykorzystywana :P). Tych ważnych spraw, nie układam w kolejkę.
Do czego zmierzam? Odnalazłam coś, co doskonale pasuje do mojej kolejkowej natury. Graliśmy dopiero dwa razy, ale już wiem, że to lubię. Będzie to doskonała zabawa na długie jesienne i zimowe wieczory.
Oto ona, KOLEJKA :)
Polecam Wam wszystkim tą grę. Nie przejmujcie się, jeśli nie możecie pamiętać lat 80-tych. Ja też nie pamiętam (z oczywistych powodów) i dobrze się przy niej bawię.
Więcej informacji na temat gry znajdziecie tu. Z oficjalnej strony IPNu także zdjęcie.
Miłych wieczorów spędzonych z KOLEJKĄ! Ale nie tylko. Ze scrablami, monopolem i innymi również.
poniedziałek, 17 września 2012
W poszukiwaniu inspiracji...
Szukam inspiracji dla stworzenia czegoś wyjątkowego...
Po głowie chodzi mi William Turner z jego statkami, tak lekko i cudownie malowanymi i słońcem i niebem, tak niezwykle oddanymi przez niego. Chce się wręcz powiedzieć, impresjonistycznie...
Wcale się nie dziwię, że jeszcze dziś wiele osób zalicza Turnera do impresjonistów.
Jego sztuka, delikatnie łaskocze moje zmysły...
Po głowie chodzi mi William Turner z jego statkami, tak lekko i cudownie malowanymi i słońcem i niebem, tak niezwykle oddanymi przez niego. Chce się wręcz powiedzieć, impresjonistycznie...
Wcale się nie dziwię, że jeszcze dziś wiele osób zalicza Turnera do impresjonistów.
Jego sztuka, delikatnie łaskocze moje zmysły...
środa, 29 sierpnia 2012
Chciałabym cię namalować, lecz brakuje kolorów, bo jest ich tak wiele, w mojej dezorientacji, namacalnej formie mojej bezbrzeżnej miłości
Diego i Frida. J.M.G. Le Clezio
Frida Kahlo. Dla mnie jest postać niezwykła w świecie sztuki. Kocham jej malarstwo i jestem, jeśli mogę tak powiedzieć, w niej zakochana. Jest taka piękna, silna i temperamentna. Godzinami potrafię oglądać fotografie z jej osobą a przede wszystkim jej obrazy.
Najpierw była Frida. Potem dopiero Diego. Oczywiście, dla mnie. W rzeczywistości Diego był wiele starszy od Fridy. Jednak, twórczość Diega poznałam poszukując informacji o niej.
Podwójna biografia. Opisuje losy dwóch wielkich osobowości. Obydwoje są artystami. Jednak dla każdego z nich malarstwo znaczy coś innego. Diego jest przede wszystkim muralistą. Przez murale nawołuje do rewolucji i jest malarzem zaangażowanym politycznie. Chociaż poglądy polityczne Fridy są zbieżne z poglądami jej męża, w swoim życiu nie tworzy dzieł politycznych. Dzięki malarstwu może żyć. Daje jej ono siłę do przeżycia. Świadczy o tym to, że w najtrudniejszych momentach swojego życia maluje najbardziej przejmujące i dojrzałe obrazy. Została poważnie doświadczona przez życie, na zawsze przez to naznaczona indywidualizmem i samotnością.
W książce został raczej szczegółowo nakreślony klimat czasów, w jakich przychodzi im żyć. Autor dużo miejsca poświęca na politykę. Jednak niewiele znajdziemy tu szczegółów z ich życia osobistego. Postać Fridy jest przez dużą część biografii zsunięta na dalszy plan. Wspominana jest wręcz pojedynczymi zdaniami. Dopiero, przy jej śmierci autor poświęcił jej więcej uwagi. Frida ukazana została jako dodatek do Diega. Kobieta, która żyje tylko dla niego. Kobieta, która myśli tylko o nim.
Również nie została w jakiś szczególny sposób oddana relacja pomiędzy małżonkami. A przecież, doskonale wiemy, że ich stosunki były specyficzne i dosyć niezwykłe. Próbowałam zrozumieć, czy to, co ich łączyło, było prawdziwą miłością. Jednak za każdym razem, kiedy autor poruszał wątek ich relacji, kończył, zanim zdążyłam to zrozumieć.
Nie jestem zachwycona tą książką. Czytałam ją z dużym zapałem a napędzała mnie nadzieja na rozwój akcji. Skończyłam czytać z poczuciem niedosytu. Mój apetyt na wiedzę i poznanie nie został zaspokojony.
Mimo kiepskiej biografii, zaznaczam, że oboje byli wybitnymi artystami.
Frida. Jedyna prawdziwa surrealistka, która nigdy nie pozwoliła się zamknąć w tej kategorii.
Reprodukcje stąd. Znajdziecie tu dużo więcej prac Fridy a także mnóstwo informacji na jej temat.
Diego.
Reprodukcje dzieł Diega stąd.
Tym, co ich łączyło było meksykańskie pochodzenie. Inspiracje dla swojego malarstwa czerpali ze sztuki pradawnych Indian oraz ze sztuki ludowej Meksyku. Meksyk, mimo licznych podróży zawsze zajmował ważne miejsce w ich sercach i sztuce, szczególnie Fridy.
Dla zainteresowanych życiem Fridy Kahlo mam dobrą wiadomość :)
Do października tego roku można w Polsce zobaczyć prywatne zdjęcia Fridy. Wystawa pt. Z jej albumu do zobaczenia w Galerii Ogrodu Rzeźb Juana Soriano (Kazimierówka. Owczarnia. Podkowa Leśna
ul. Artystyczna 20). Więcej informacji znajdziecie tu
Z największą przyjemnością wybrałabym się na tą wystawę. Jednak jest to dość daleko ode mnie i nie wiem, czy uda mi się coś zdziałać w tym kierunku.
| Zdjęcie z http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/50000/50074/352x500.jpg |
Frida Kahlo. Dla mnie jest postać niezwykła w świecie sztuki. Kocham jej malarstwo i jestem, jeśli mogę tak powiedzieć, w niej zakochana. Jest taka piękna, silna i temperamentna. Godzinami potrafię oglądać fotografie z jej osobą a przede wszystkim jej obrazy.
Najpierw była Frida. Potem dopiero Diego. Oczywiście, dla mnie. W rzeczywistości Diego był wiele starszy od Fridy. Jednak, twórczość Diega poznałam poszukując informacji o niej.
Podwójna biografia. Opisuje losy dwóch wielkich osobowości. Obydwoje są artystami. Jednak dla każdego z nich malarstwo znaczy coś innego. Diego jest przede wszystkim muralistą. Przez murale nawołuje do rewolucji i jest malarzem zaangażowanym politycznie. Chociaż poglądy polityczne Fridy są zbieżne z poglądami jej męża, w swoim życiu nie tworzy dzieł politycznych. Dzięki malarstwu może żyć. Daje jej ono siłę do przeżycia. Świadczy o tym to, że w najtrudniejszych momentach swojego życia maluje najbardziej przejmujące i dojrzałe obrazy. Została poważnie doświadczona przez życie, na zawsze przez to naznaczona indywidualizmem i samotnością.
W książce został raczej szczegółowo nakreślony klimat czasów, w jakich przychodzi im żyć. Autor dużo miejsca poświęca na politykę. Jednak niewiele znajdziemy tu szczegółów z ich życia osobistego. Postać Fridy jest przez dużą część biografii zsunięta na dalszy plan. Wspominana jest wręcz pojedynczymi zdaniami. Dopiero, przy jej śmierci autor poświęcił jej więcej uwagi. Frida ukazana została jako dodatek do Diega. Kobieta, która żyje tylko dla niego. Kobieta, która myśli tylko o nim.
Również nie została w jakiś szczególny sposób oddana relacja pomiędzy małżonkami. A przecież, doskonale wiemy, że ich stosunki były specyficzne i dosyć niezwykłe. Próbowałam zrozumieć, czy to, co ich łączyło, było prawdziwą miłością. Jednak za każdym razem, kiedy autor poruszał wątek ich relacji, kończył, zanim zdążyłam to zrozumieć.
Nie jestem zachwycona tą książką. Czytałam ją z dużym zapałem a napędzała mnie nadzieja na rozwój akcji. Skończyłam czytać z poczuciem niedosytu. Mój apetyt na wiedzę i poznanie nie został zaspokojony.
Mimo kiepskiej biografii, zaznaczam, że oboje byli wybitnymi artystami.
Frida. Jedyna prawdziwa surrealistka, która nigdy nie pozwoliła się zamknąć w tej kategorii.
Reprodukcje stąd. Znajdziecie tu dużo więcej prac Fridy a także mnóstwo informacji na jej temat.
Diego.
Reprodukcje dzieł Diega stąd.
Tym, co ich łączyło było meksykańskie pochodzenie. Inspiracje dla swojego malarstwa czerpali ze sztuki pradawnych Indian oraz ze sztuki ludowej Meksyku. Meksyk, mimo licznych podróży zawsze zajmował ważne miejsce w ich sercach i sztuce, szczególnie Fridy.
Dla zainteresowanych życiem Fridy Kahlo mam dobrą wiadomość :)
Do października tego roku można w Polsce zobaczyć prywatne zdjęcia Fridy. Wystawa pt. Z jej albumu do zobaczenia w Galerii Ogrodu Rzeźb Juana Soriano (Kazimierówka. Owczarnia. Podkowa Leśna
ul. Artystyczna 20). Więcej informacji znajdziecie tu
Z największą przyjemnością wybrałabym się na tą wystawę. Jednak jest to dość daleko ode mnie i nie wiem, czy uda mi się coś zdziałać w tym kierunku.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj.
Witajcie Kochani! Wróciłam. To były cudowne dni przepełnione niezwykłymi chwilami. Uwielbiam mazurskie tereny. Chociaż wracając autobusem z Węgorzewa do Giżycka, kiedy przejeżdżaliśmy przez różne wioski, nasunęła mi się refleksja, że z jachtu jednak nie wszystko widać. Uświadomiłam sobie, ilu widoków, miejsc nie mogę zobaczyć. A przede wszystkim na jachcie nie można poczuć klimatu Mazur. Porty są dla turystów. Mikołajki i Giżycko są fantastyczne.
W tym roku, po raz pierwszy, zapłynęliśmy do Rynu. To był taki punkt zaczepny w dojrzewaniu do tej refleksji. Obok zamku krzyżackiego, obecnie niesamowicie odrestaurowanym i zaadaptowanym na bardzo ekskluzywny, czterogwiazdkowy hotel i centrum kongresowe, zobaczyłam tuż obok, stare chałupy, niewielkie domki, stodoły z cegły z dziurawymi dachami. Sam Ryn, poza tym hotelem, nie jest miejscem ekskluzywnym, jest po prostu wsią o swojskim klimacie.
Miłe jest to, że zamek krzyżacki można zwiedzić z przewodnikiem. Trzy raz dziennie przewodnik oprowadza po zamku (o 11, 12 i 13). Obecni właściciele odtworzyli w zamku taki średniowieczny, rycerski klimat. Jest to ciekawe, jednak, ani na moment nie można zapomnieć, że jest się w luksusowym hotelu. Myślę, że poza ogólną konstrukcją, fundamentami, murami, nie wiele jest tu autentycznych elementów, szczególnie jeśli chodzi o wystrój wnętrz. Więcej informacji znajdziecie tu.
A teraz kilka fotografii zamku i kilku miejsc w Rynie, które mnie urzekły.
Jak zwykle pływaliśmy jachtem wyczarterowanym w porcie Keja w Węgorzewie. Kolejny raz reklamuję ten port z ogromną satysfakcją. Po raz pierwszy żeglowaliśmy większą łódką niż Sasanka 620 czy Sasanka 660, bo Tangiem Sport. Z czego jesteśmy bardzo dumni. Daliśmy radę we dwójkę poprowadzić ogromny statek (ogromny, oczywiście w naszym odczuciu :)).
I nasze patenty :)
Najpiękniejszy statek jaki spotkaliśmy na mazurskich wodach
A na zakończenie kilka widokówek
W mojej wakacyjnej przygodzie towarzyszyła mi oczywiście książka. Wybierając ją kierowałam się przede wszystkim następującymi wytycznymi:
Jeśli zdążę, jeszcze dziś post o moich odczuciach po jej przeczytaniu.
Pozdrawiam!
*cytat autorstwa Marka Twain'a
W tym roku, po raz pierwszy, zapłynęliśmy do Rynu. To był taki punkt zaczepny w dojrzewaniu do tej refleksji. Obok zamku krzyżackiego, obecnie niesamowicie odrestaurowanym i zaadaptowanym na bardzo ekskluzywny, czterogwiazdkowy hotel i centrum kongresowe, zobaczyłam tuż obok, stare chałupy, niewielkie domki, stodoły z cegły z dziurawymi dachami. Sam Ryn, poza tym hotelem, nie jest miejscem ekskluzywnym, jest po prostu wsią o swojskim klimacie.
Miłe jest to, że zamek krzyżacki można zwiedzić z przewodnikiem. Trzy raz dziennie przewodnik oprowadza po zamku (o 11, 12 i 13). Obecni właściciele odtworzyli w zamku taki średniowieczny, rycerski klimat. Jest to ciekawe, jednak, ani na moment nie można zapomnieć, że jest się w luksusowym hotelu. Myślę, że poza ogólną konstrukcją, fundamentami, murami, nie wiele jest tu autentycznych elementów, szczególnie jeśli chodzi o wystrój wnętrz. Więcej informacji znajdziecie tu.
A teraz kilka fotografii zamku i kilku miejsc w Rynie, które mnie urzekły.
I nasze patenty :)
Najpiękniejszy statek jaki spotkaliśmy na mazurskich wodach
A na zakończenie kilka widokówek
W mojej wakacyjnej przygodzie towarzyszyła mi oczywiście książka. Wybierając ją kierowałam się przede wszystkim następującymi wytycznymi:
- musi być lekka i zmieścić się w torebce (podróżujemy pociągiem, więc to chyba zrozumiałe)
- książka ta już bardzo długo czeka na przeczytanie (w podróży i tak to przeczytam, choćby był to podręcznik do fizyki, takim sposobem przeczytałam kiedyś w dzieciństwie w czasie jednego pobytu u babci Dumę i Uprzedzenie i Damę Kameliową)
- muszę być gotowa na to, że się utopi w czeluściach mazurskich jezior i nie będę za nią jakoś szczególnie rozpaczać (czyli nie brać albumów wartych duże pieniądze i książek z bibliotek, gdzie wysoko sobie cenią swoje zbiory)
| Zdjęcie z lubimyczytac.pl/upload/books/50000/50074/352x500.jpg |
Jeśli zdążę, jeszcze dziś post o moich odczuciach po jej przeczytaniu.
Pozdrawiam!
*cytat autorstwa Marka Twain'a
Subskrybuj:
Posty (Atom)














