Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30 dni z książką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30 dni z książką. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2012

30 dni z książką. Dzień Czwarty.

Dzień 4. Książka, która przypomina Ci o domu.

Do tego tematu, jest mi się najciężej odnieść. Wynika to głównie z tego powodu, że nadal mieszkam z rodzicami. Rzadko wyjeżdzam na dłużej niż kilka dni. Również rzadko zostaje sama w domu. Można wręcz powiedzieć, uwielbiam te dni kiedy wracam wcześniej z uczelni i w domu jest jeszcze tak pusto i cicho. Lubię te chwile, biorę książkę i zeszyt i zaszywam się w kuchni. Moje biurko jest już tak zawalone książkami, że od dawna nie mogę z niego korzystać. Zresztą, wyobraźcie sobie, studentka kierunków humanistycznych w jednym, nie za dużym pokoju, z szesnastolatką. Mamy więc tu mały chaos a ja od jakiegoś czasu spisuję wszystko na kolanach na łóżku. Siadam po turecku i tak piszę. Z kuchni korzystam tylko wtedy kiedy jestem sama. Nie ma do niej drzwi a moi Domownicy zachowują się, delikatnie powiedziawszy, dosyć głośno.

Tak więc, nie mam okazji tęsknić za domem. Dlatego opowiem Wam o książce, a właściwie serii książek, które najbardziej kojarzą mi się z domem.

Dom to dla mnie miejsce pełne ciepła, radosnego zamieszania i przepełnione zapachem dobrego obiadu, czy wyciągniętego przed chwilą z pieca ciasta. To miejsce, do którego codziennie wracam, gdzie mogę się cieszyć i płakać, gdzie mogę się dzielić swoimi uczuciami z innymi.

Jeżycjada, Małgorzata Musierowicz



Pierwszą książką z tej serii, którą przeczytałam był Kwiat Kalafioru. Podczas czytania spotkałam się właśnie wtedy z takim idealnym domem. Pełno wszędzie poukładanych książek. Wiele sióstr, lepiej lub gorzej się dogadujących ze sobą. Wspaniali rodzice. Z tego obrazu od samego początku biło ciepło i miłość. Do dzisiaj pamiętam jak mama uszyła Gabrysi sukienkę albo spódniczkę z firanki na Sylwestra. W tym domu nie było zanadto pieniędzy, ale było coś ważniejszego. Bardzo mi to imponowało.
Teraz, po upływie czasu, żałuję, że my, w moim domu, się tak bardzo oddalamy od siebie. Każdy ma własne zmartwienia, kłopoty, cele, do których dąży. Wstyd przyznać, ale bywa, że wstydzę się swoich rodziców. Szczególnie mamy. Jak ona strasznie mówi po polsku i tak jakoś wulgarnie. Głośno. I wypowiada swoje uwagi na tematy, o których nic nie wie. Przeraża mnie to, jak się od nich odsuwam. Staram się temu zapobiegać, ale jest mi trudno czasem.
Właśnie dom Borejków jest dla mnie wzorem. Chcę stworzyć taki dom. Pełen ciepła, miłości i zrozumienia. Zresztą, każda książka P. Musierowicz przekazuje czytelnikowi takie pozytywne wartości.
Jest to wyjątkowo mądra seria dla młodzieży. Zwłaszcza w epoce gdzie króluje Hannah Monntana i tym podobne obrazy świata.

Ostatnio odkryłam oficjalną stronę P. Musierowicz. Dzieje się tam wiele ciekawych rzeczy. Autorka bawi się z czytelnikami w literackie gry i w ogóle przez stronę ma świetny kontakt z czytelnikami. Czasem dodaje swoje niusy, ciekawostki ze ptasiego świata i nie tylko.
Mnie najbardziej urzekły jej ilustracje i rysunki. Jestem nimi zachwycona. Także zajrzycie tutaj. Serdecznie Wam polecam!
Poniżej zamieszczam ilustrację z jej strony.


czwartek, 19 kwietnia 2012

30 dni z książką. Dzień Trzeci

Witajcie!
Ciężki dzień za mną. Dziesięć godzin zajęć to nie dla mnie. W ogóle wstawanie cały tydzień o 6 jest nie dla mnie. Przyznaję, uciekłam z ostatniego wykładu. Pan Doktor mówi, że nas za dużo chodzi a on nie lubi w auli. To sobie wzięłam to do serduszka. Nie powiem żeby mnie prawo własności intelektualnej w jego wykonaniu jakoś szczególnie interesowało. 90 minut dyktowania fragmentów ustawy... Dziękuję, przeczytam w domu. Pod kocykiem, z kubkiem zielonej herbaty.

Dzisiaj jest kolejny dzień mojej listy 30 dni z książką.


Dzień 3. Książka, która Cię kompletnie zaskoczyła.


Może tym razem Was zaskoczę książką, którą wybrałam. Nie będzie to bestseller. O dziwo, odwołam się do lektury. Wspominałam już, że przeczytałam ich niewiele. Zawsze bardzo dokładnie je selekcjonowałam przed przeczytaniem. Możecie to nawet nazwać zwykłym, pospolitym lenistwem i olewactwem, ale nigdy nie lubiłam być przymuszana do czytania książek. Nie jest to godne podziwu, ale nie przeczytałam nic Sienkiewicza, oprócz Janko Muzykanta i W pustyni i puszczy (wtedy jeszcze czytałam to co kazali).

Więc dzisiaj lektura. Lalka. Bolesław Prus. Ukazywała się  w odcinkach na łamach "Kuriera Codziennego" w latach 1887-89. Podobno od początku wzbudzała kontrowersje. Co zresztą jakoś szczególnie nie dziwi, kiedy bierze się pod uwagę obraz społeczeństwa, który stworzył Prus. Myślę, że nikt nie chce (a już na pewno nie warszawska arystokracja) żeby go krytykowano. I to do tego w tak otwarty sposób.


Powieść mnie zaskoczyła.

Szczerością.
Odwagą.
Refleksyjnością.
Połączeniem wątków miłosnych z politycznymi.
Zaangażowaniem społecznym.
Ukrytymi znaczeniami. Dwuznacznością.
Słowem. Narracją.
Zakończeniem.



Po przeczytaniu tej powieści mogłam spojrzeć na historię naszego państwa z innego punktu widzenia. Pomogła mi ona zrozumieć wiele procesów. I oczyściła, w moich oczach, społeczność polską z tego wyidealizowanego obrazu Polaków Patriotów, o których tak strasznie nas uczyli w szkole. Zobaczyłam, że arystokracja z lat 80-tych XIX wieku niczym się nie różniła od naszych dzisiejszych bogatych ludzi na świeczniku, dla których najważniejszy jest własny interes.

Podoba mi się, kiedy sztuka jest zaangażowana społecznie. Ma to dla mnie sens. Właśnie dlatego, władze państw komunistycznych wspierały sztukę abstrakcyjną, nieprzedstawiającą. O ile, dla Malewicza czarny kwadrat na białym tle nie był tak zupełnie bez znaczenia, to dla pospólstwa nic nie oznaczał. I o to chodziło. Nie było niebezpieczeństwa krytyki władz czy nawoływania do buntu przez sztukę.
Nie chce tu krytykować sztuki abstrakcyjnej, ale przykre jest, że tak była wykorzystywana. Bo przecież jakąś sztuką trzeba ludzi karmić.


Pozdrawiam!



poniedziałek, 16 kwietnia 2012

30 dni z książką. Dzień Drugi

Dzień Drugi. Książka, którą lubisz najmniej.

Tym razem również nie było łatwo dokonać wyboru. Chociaż z zupełnie innego powodu. Pamiętam niewiele książek, które mi się nie spodobały. Być może wynika to z tego, że nie mam potrzeby ich pamiętania, bo nic nie wniosły do mojego życia. Jestem pewna, że trafiłam na książki, które spodobałyby mi się mniej lub nie spodobały wcale. Z swoich rozważań wykluczyłam lektury szkolne. Omijając fakt, że nie wiele ich przeczytałam, to jak już którąś przeczytałam, to raczej z musu niż dla tego, że sama chciałam.
Wykluczyłam też książki, o których po pierwszym rozdziale wiedziałam, że ich nie przeczytam (np. powieści Tolkiena). Opisuje tylko te książki, które przeczytałam do ostatniej strony.

Wybierając książkę na dzisiaj posłużyłam się taktyką, że to co lubię najmniej nie jest tym co nie lubię. Także to co teraz tutaj napiszę, nie jest w żadnym wypadku antyrecenzją.

Klucz Sary, Tatiana de Rosnay

Jest to na pewno wzruszająca opowieść. O żydowskiej dziewczynce, która schroniła braciszka w schowku i zamknęła na klucz. Wraz z rodzicami została zabrana na stadion Vel' d'Hiv. Chłopiec został w schowku.

Sama historia jest bardzo ciekawa i poruszająca. Jednak mnie w odbiorze przeszkadzała amerykańska kobieta, która tą historię odkrywała. Często jej problemy małżeńskie stanowiły główny wątek a historia nieszczęśliwej Sary tylko tło. To poplątanie teraźniejszości z 1942 roku pozbawiało powieść klimatu i sprawiało, że mimo wszystko nie mogłam się tak naprawdę, szczerze wzruszyć tą historią. Nie umiałam również zżyć się z żadną z bohaterek. Ani Sarą ani dziennikarką Julią. A już wiecie, że bardzo łatwo się przyzwyczajam i przyjaźnię z literackim bohaterami.To połączenie wątków dało książce banalnego charakteru.
Czytając Dziennik Anny Frank płakałam jak bóbr a tutaj mimo podobnej wagi dramatu ledwie się wzruszyłam.



Jednak to tylko moja opinia. Jeśli macie inne zdanie o tej książce to zapraszam to podzielenia się nim.


W 2010 roku powstał film na podstawie tej książki. Mam nadzieję, że uda mi się gdzieś go zdobyć i zobaczyć.

Pozdrawiam

niedziela, 15 kwietnia 2012

30 dni z książką. Dzień Pierwszy

Tak jak postanowiłam, rozpoczynam cykl postów związanych z akcją 30 dni z książką.

Dzień pierwszy. Twoja ulubiona książka.


Długo nad tym myślałam i nie mogłam się zdecydować. Mam przecież tyle ulubionych książek. A im więcej ich przeczytam tym lista ulubionych jest dłuższa i dłuższa. Po długich negocjacjach z samą sobą wybrałam. Nie podam Wam tytułów pozostałych rywalek tej książki, bo o nich będzie jeszcze nie raz. Mam taką nadzieję.

Cień Wiatru, to powieść hiszpańskiego pisarza Carlosa Ruiza Zafóna. Tą książkę czytałam tak, jak je się najlepszą potrawę. Z apetytem, nie mogąc przestać a jednocześnie w obawie, że lada chwila się skończy. Jeszcze długo później wracałam do tej historii. Pokochałam tą książkę za piękny język Zafona oraz jego cudowne opisy Barcelony. Opowieść mnie wciągnęła na dobre.

Niestety, mój własny egzemplarz, który dostałam od mojego Ulubionego Wujka, którego serdecznie pozdrawiam, zginął gdzieś w akcji polecania moim bliskim przeczytania tej książki.

Dobra, Ulubiony Wujku, przyznaję się. Sama sobie wzięłam tą książkę z Twojej półki. Ale my się przecież dzielimy Literaturą :)
Poza tym ta książka miała ogromny wpływ na mnie, mój rozwój literacki i szacunek dla książki. Więc bardzo Ci za nią dziękuję!

Pozdrawiam Was Kochani!



P.S dodaje link to ciekawej stronce o Autorze i jego powieściach. Zapraszam!
http://www.graaniola.pl/cien_wiatru