Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osobiste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osobiste. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2015

Tytułu nie będzie

Gdyby ktoś zapytał, co się ze mną stało, moja odpowiedź pewnie brzmiałaby nie wiem. Po prostu,  nie wiem. Mój styl życia uległ zupełnej przemianie. Praca? Ludzie, których poznałam? Nowe doświadczenia? Pewnie to wszystko po trochu miało na to wpływ. A ja, tak dziwnie łatwo popłynęłam z prądem. Nie wygląda to dobrze. Nie zrozumcie mnie źle, lubię swoje obecne życie. Mieszkanie na ósmym piętrze w ogromnym mieście, swoje językowe krzyżowce, spacery nad Menem, zimę bez śniegu. Jednak... w ciągu kilku miesięcy przeczytane zaledwie kilka książek. W świecie ebooków, to chyba bez znaczenia, że wzięłam ze sobą tutaj ich niewiele? Muzea widziałam jedynie z zewnątrz. A uwierzcie, dzieje się tutaj, dzieje w świecie sztuki. Lenistwo? Prawdopodobnie... Pieniądze? Pewnie również...

Gdzieś po drodze zgubiłam coś dla mnie bardzo ważnego. Właśnie wyruszam w podróż, w nadziei, że to odnajdę i będę w pełni szczęśliwa i spełniona. Nie chcę dłużej tego odwlekać w czasie. Nie ma na co czekać.

Zaczynam drobnymi krokami. Znowu czytam w drodze do pracy.

wtorek, 24 czerwca 2014

AKCJA MOBILIZACJA

Miesiąc lipiec ogłaszam miesiącem mobilizacji i samodyscypliny. Jestem zmęczona. Przeraźliwie zmęczona swoim niezorganizowaniem, słabą wolą, brakiem samodyscypliny, brakiem wzrostu wskaźników mojej osobowości i innych takich.

Szukam skutecznych sposobów na szybką poprawę. 

Może układnie dokładnego planu działania i ścisłe się go trzymanie? Wyznaczanie konkretnych celi wraz z nagrodami za ich realizację? 
Co zrobić, żeby rano wstać, wziąć się do roboty i nie być śpiącą o 14-tej? I najważniejsze, nie stracić połowy dnia na nic nie robienie
A robić jest przecież co. Ogarnąć mieszkanie (nie zapomnijcie, że dążę do uzyskania tytułu perfekcyjnej pani domu; jak na razie wciąż mam tytuł średnio perfekcyjnej z przebłyskami całkiem całkiem perfekcyjnej), napisać do końca pracę licencjacką, przygotować się do obrony, zrealizować wszystkie bukietowe zamówienia, wyczarować coś nowego, poczytać, napisać coś, wyjść na spacer, pojeździć na rowerze, odwiedzić rodziców, nacieszyć się NIM.
A ja ostatnimi dniami ciągle bym spała...


Macie jakieś pomysły na dobrą organizację? 

niedziela, 8 czerwca 2014

Cała ja

Późny wieczór. Zauważam raczej słyszę w pokoju muchę... Co robię? Gaszę światło. Może mucha również zaśnie? Zaśnie. Jasne. Ale...

Siódma rano... Pierwsza wolna niedziela od dawna. Można spać i spać i .... Pamiętacie o wczorajszej musze latającej po pokoju? Co robię? No chyba nie wstanę, żeby ją przegonić. I tak jestem na przegranej pozycji. Gdyby był Mężczyzna... Ale nie, męskie sprawy. On musi. Musi znowu wyjechać. Tak, mecz. Tak, nie ma sensu wracać od razu po meczu. Tak, musi przetłumaczyć dokumenty. No... a mnie lata mucha nad głową. I brzęczy, jakby chciała wygrać konkurs na najbardziej upierdliwą muchę świata. Jak długo może żyć taka mucha? Już wczoraj latała, to ile jej zostało życia? Te brzęczenie może bym jeszcze przeżyła, ale czemu ona musi mnie DOTYKAĆ? Cóż zostaje mi zrobić? Chowam się cała pod kołdrą. Zaczekam na Mężczyznę. Telefon. Kochanie! Dzień dobry! How are you? I'll be back on Monday becouse...  (??? A co z muchą?!) So I don't want to come back to Katowice and again back to...

Klikam z a wyskakuje y? Dlaczego? Hmmm... chyba znowu coś się kliknęło... Jaki był skrót, żeby wszystko wróciło do normy? Przecież nie zadzwonię do A., żeby mi go znowu przypomniała... Dopiero wczoraj dzwoniłam z tym samym problemem... Co robię? Wyłączam komputer i włączam go ponownie. (nie ważne, że pisząc w edytorze tekstowym używam skrótów na kopiuj, wklej, kursywa, pogrubienie, podkreślenie, wyrównanie do prawej, lewej, wyjustowanie, wstawienie komentarza itd.)

Have you complain all the time? Charles Complain. Complain it's your second name.
Po chwili milczenia.
Magdalena Ask Question.
Spoglądam na Niego z zaskoczeniem. O co chodzi?
Ask question. Your second name.

Wywróciłam cały swój świat do góry nogami. Przeprowadzam totalną rewolucję. Mam już coś prawie skończonego, ale czuję, że to nie to. Na ostatni moment zaczynam wszystko od nowa. A potem przez kilka tygodni umieram ze strachu, czy się uda wszystko zrobić tak jak sobie wymarzyłam.

Dobrze. Zróbmy to. Zgadzam się. Ale teraz albo nigdy.

Cała ja.


Mój upragniony stan umysłu. Henri Matisse. Taniec życia. 1912.




sobota, 10 maja 2014

Internet

Po wielu tygodniach jest! To zaskakujące jak bardzo to jedno COŚ warunkuje nasze życie. Jak się bez niego przygotować na zajęcia? Jak bez niego spędzić miły wieczór? Skąd bez niego zaczerpnąć informacje? Jak bez niego poznać świat?

Ale w końcu jest! Internet. Stałe łącze. Swoją drogą, jest to pierwsza podpisana przeze mnie umowa. Więc chyba powinnam to jakoś uczcić??? Bo chyba już jestem dorosła skoro mam swój własny ruter z własnym stałym łączem???

To tak z przymrużeniem oka. A tak naprawdę, czasem tęsknie za zapachem ciasta, który roznosi się po domu od samego progu. Za ciepłą zupą pomidorową, która na mnie czeka po powrocie z uczelni lub pracy (i której nie muszę sama sobie ugotować). Za sterylną łazienką i błyszczącą kuchnią. Za zmywarką i ekspresem do kawy też tęsknię. Za naleśnikami, bo chociaż gotowanie idzie mi całkiem nieźle, to wizja pieczenia naleśników ogarnia mnie przerażeniem. To chyba ponad moje możliwości :)
Tęsknie również za czasami, kiedy moje kieszonkowe, stypendium i wypłata zostawały w dużej części w ulubionym sklepie a ja mogłam jeszcze zaoszczędzić na super wakacje :D

A tak poza tym, już chyba nie mogłabym zamieszkać razem z rodzicami...




czwartek, 3 kwietnia 2014

Berlin

Miało być spontanicznie. I tak chyba było.

W tym poście z założenia miało być dużo zdjęć z Berlina. Zdjęć nie będzie. Chociaż Berlin był. I ja w nim też. Tak trochę. Co prawda, raczej w hostelu, ale byłam.
Ledwie zaczęłam się wczuwać w klimat miasta a przyszło nieszczęście. Nie czekało zbyt długo. O 6.50 Berlin. Nieszczęście - nie później niż o 10.
O 11 i później - kolano już jak piłka do kosza ;)

A! Pamiętajcie, że nieszczęścia chodzą parami. Towarzyszka podróży sprzedała mi do tego jakieś paskudne przeziębienie.

Honorowo przeszłam spod Bramy Brandenburskiej do Placu Aleksandra. Jak? Nie pytajcie. Jednak nie byłam już na tyle honorowa, żeby przynajmniej raz wyciągnąć aparat albo chociaż telefon.

Nie było więc Wyspy Muzeów, u Dalego też nie byłam. Ani nawet zakupów nie było.

Po ośmiogodzinnej podróży - katordze, szybki prysznic i wizyta na pogotowiu. I te zaskoczenie. Ale kto pani to kolano nastawił? No samo się nastawiło. Jak? No tak. ;)
Pan Doktor był bardzo miły, ściągnął wodę z kolana. Kolano się zmniejszyło do rozmiarów piłki do ręcznej. Założył coś gipsopodobnego. Przepisał środki przeciwbólowe, które powinny być środkami usypiającymi. I tak już czwarty dzień odpoczywam. A właściwie, śpię.

Mężczyzna już wystawiony na ciężką próbę. Nie dość, że wszystko musi robić, to jeszcze za wszystko mu się obrywa. Wiadomo, jak człowieka boli, potrafi być okrutny. Póki co, daje radę ;)

Przygodom dziękuję. Na najbliższe kilka miesięcy. Potem - zobaczę.

Słońca Kochani!

niedziela, 23 marca 2014

Kierunek: Szczęście. Takie po prostu, najzwyklejsze, codzienne.

Wspominałam Wam już, że najbardziej cieszą mnie drobnostki? Że są rzeczy, z pozoru niewielkie, które dają mi wiele radości. Cieszę się jak dziecko, gdy widzę efekty swojego zaangażowania. Czasem wystarczy uśmiech, dobre słowo, spojrzenie w oczy, podanie ręki lub inna drobnostka, aby wytworzyła się wokół nas bardzo pozytywna energia. A ile jest radości, kiedy ta energia wraca do nas, gdy się tego nawet nie spodziewamy?

Moja prywatna lista, dzięki której każdy kolejny dzień jest lepszy od poprzedniego.

Po pierwsze
Najważniejszy jest początek dnia. To on nadaje rytm naszemu życiu. Uwielbiam ten moment, kiedy otwieram oczy i mam komu powiedzieć Dzień dobry, Kochanie! Najczęściej w odpowiedzi słyszę jeszcze Sleep! Sleep, please! Jednak, jak tu spać, kiedy czeka na nas nowy dzień? Nowe wyzwania? 
Rolety w górę! Zobacz, jak pięknie Słońce świeci! Dziś będzie dobry dzień! Potem witam się z moimi kwiatkami, z którymi, po etapie żółknięcia a następnie totalnego łysienia, coraz lepiej się dogaduję. Jeden z nich, o nieokreślonym pochodzeniu, zakwitł nawet. Mówię mu więc, że jest przepiękny. W tym momencie za plecami słyszę śmiech, Mężczyzna uważa, że jestem po prostu zabawna. A niech uważa, co chce. Grunt to komunikacja.

Cichutko, na palcach, zakradam się do kuchni. Parzę kawę dla siebie i kakao dla Mężczyzny. Mężczyzna też jest zabawny. Jak można pić kakao do śniadania?  Przygotowuję śniadanie. Jemy w łóżku, bo w kuchni zimno jeszcze. 

Po drugie
Drobne zmiany. Dążę do perfekcji. No cóż, taki typ człowieka. Widzicie nowy layout bloga? Nic szczególnego, ale ileż się musiałam z tym namęczyć przy moim komputerowym i internetowym nieogarnięciu? Jestem pod tym względem totalną ignorantką! Dlaczego grafika mi szarzeje, kiedy ją ładuje? Jaki GIF? Jak zrobić logo? Google plus? Jak to działa? Ale jest! Pewnie dla Was nie ma dużej różnicy, ale dla mnie jest ogromna i coraz bardziej cieszy moje oko.

Po trzecie
Minimalizm i porządek. To się wiąże z po drugie i bardzo długo musiałam do tego dojrzewać. 
Szare ściany? Szara kanapa? Tak! To prosta i świetna baza. Do tego kolorowe poduchy, turkusowy niewielki dywan, lekko industrialna lampa i czuję się jak u siebie w domu! 
Wyraźnie oddzielona strefa odpoczynek i praca. Wystarczył kawałek tapety z charakterem i już wszyscy wiedzą, gdzie pracuję a gdzie odpoczywam. 
Wcześniej nie wiedziałam, jaką przyjemność może mi sprawić biurko, na którym nie ma nic poza laptopem i kilkoma pojemnikami na niezbędne przedmioty. Mam miejsce na kubek z herbatą i książkę. Nie muszę przenosić wszystkiego na łóżko, żeby pracować. I jest to bardzo przyjemne uczucie. Polecam!
Idąc tym tropem, uporządkowałam pulpit. I jest super! Teraz wygląda tak:


A wcześniej? Nawet nie pytajcie! Nie chcę tego pamiętać!

Po czwarte
Rób to co TY chcesz! Rób to na co TY masz ochotę i realizuj SWOJE marzenia.
Z tym jest chyba najtrudniej. Trzeci miesiąc mieszkam bez rodziców. Drugi miesiąc z Mężczyzną. A wciąż zadaję sobie to głupie pytanie, co Mama pomyśli? I czasem nadal boję się jej reakcji! 
Jednak z każdym dniem jest coraz lepiej. Powtarzam sobie, że to jest MOJE życie i nikt go za mnie nie przeżyje. Że ktoś jest starszy i ma więcej doświadczenia? To bardzo dobrze! Ale ja muszę spróbować sama. Nie wyjdzie? Starsi - bardziej doświadczeni będą triumfować. A ja próbować nadal. Wyjdzie? Będę BARDZO szczęśliwa a starsi - bardziej doświadczeni, będą w duchu dziękować, że ich nie posłuchałam.

Po piąte
Share.
Dzielę się wszystkim, co mam. Nie zadaję pytania, co za to dostanę. Jaką będę miała z tego korzyść? Dobrze. Czasem zadaję z kokieterią to pytanie. 
Dzielę się przede wszystkim swoimi radościami, ale również smutkami. Z bliską mi osobą. Próbuję ją też tego nauczyć, aby nasze życie stało się jeszcze bardziej niesamowite i pełne radości. I to jest cudowne, kiedy w najmniej oczekiwanym momencie to do mnie wraca.


Jak sami widzicie, nie są to WIELKIE RZECZY, ale raczej błahostki. Jednak te błahostki mnie mobilizują i naprowadzają na właściwe tory. Nie zawsze udaje mi się realizować wszystkie punkty z tej listy. Czasem się złoszczę. Czasem coś tam nie wychodzi. Czasem stajemy przed poważnymi decyzjami. Czasem Mężczyzna nie chce moich skowronków. On wszystko przetrawia i analizuje głęboko wewnątrz. Jak jest nieszczęśliwy, to jest nieszczęśliwy. Tego też się uczę, że nie zawsze należy uszczęśliwiać na siłę, że szczęście nie jest równe szczerzeniu zębów od wschodu do zachodu słońca. 
W tym kierunku teraz dążę. Wiosna sprzyja zmianom i postanowieniom. Niech z każdą wiosną będzie nam lepiej!



Słońca na Niedzielę Kochani!

poniedziałek, 17 marca 2014

Co czytać?

Wyprowadziłam się z rodzinnego domu w połowie. Moja lepsza połowa, ta bardziej doskonała (czyt. moje książki) została.
Ku przerażeniu A., która nigdy rąk książkami nie brudzi, półka z książkami jak stała, tak stoi nadal na swoim miejscu. Czasem, odwiedzając rodziców, wychodzę, z którąś z nich. I tak mój odwieczny problem co teraz czytać? został zredukowany do kilku pozycji :)




Nie licząc oczywiście kilku książek czekających na czytniku. Mam w zwyczaju czytać jednocześnie jedną książkę papierową i jedną elektroniczną. W związku z tym, że prawie jednocześnie obie skończyłam czytać, znowu stoję przed fundamentalnym pytaniem co teraz czytać?

A na czytniku czeka Chmurdalia Joanny Bator i Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Mario Vargas Llosy.

Więc, co czytać?

poniedziałek, 2 września 2013

Back to home

Wróciłam. Torby leżą jeszcze nierozpakowane. Znowu siedzę przy swoim biurku, w swoim czerwonym pokoju, na swoim ukochanym krześle. Głowa wciąż pełna wrażeń. Próbuję sobie wszystko na nowo poukładać. Tutaj, gdzie póki co, jest mój dom. Trochę odwykłam od tego domowego rozgardiaszu, rozmów przy obiedzie, śmiechów w kuchni podczas gotowania, ale także od ciągłego zabiegania, kolejek do łazienki i małych siostrzanych humorków. Zauważam, że brakowało mi przez te ostatnie tygodnie przytulności, kontaktu z bliską osobą a przede wszystkim słów.
A mimo to, ten wyjazd był tym, czego w tamtym momencie potrzebowałam. Wróciłam odmieniona. Sama jestem zaskoczona zmianami, które we mnie nastąpiły. Może nie są one rażące dla otoczenia, ale dla mnie są bardzo widoczne. Teraz już się nie boję. Ani podejmować decyzji ani realizować swoich marzeń.
Czy jeszcze kilka miesięcy temu KTOŚ by przypuszczał, że tak świetnie sobie poradzę sama? Ja, która nie potrafiłam nawet zrobić zakupów dla siebie samej, nie myśląc o wszystkich wokół a na samą myśl o wyjściu samej z domu na spacer, dostawałam gęsiej skórki. Przez dwa miesiące pracowałam, zwiedzałam, oglądałam, poznawałam ludzi. Nieraz płakałam. Nieraz się zdziwiłam. Za to wiele razy się uśmiechałam, do człowieka, do sytuacji, obiektu, natury.
Tak, to był niezwykły czas. Chociaż, powrót do domu mnie również cieszy. Jeszcze kilka chwil i znowu będę się tutaj czuła, jak w domu.




















poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Mniej myśleć, więcej robić?

Biorąc pod uwagę ilość inspirujących miejsc i zjawisk, których jestem przez ostatnie tygodnie świadkiem, blog powinien pękać w szwach od interesujących bardziej lub mniej postów. A jednak, dzieje się zupełnie na odwrót. Nieraz będąc w jakimś niezwykłym miejscu, na jakieś fantastycznej wystawie bądź poznając któregoś z wspaniałych artystów, myślę sobie: Koniecznie muszę o tym napisać! A później zajmuję się szukaniem innych miejsc, wydarzeń, ludzi. A tutaj się nic nie dzieje. Tylko ciągle dopisuję tematy, które powinny się tutaj pojawiać. Kolejka, jak zwykle, spora...
Powinnam zdecydowanie więcej robić a mniej myśleć :)

Pozdrawiam!


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Teoretycznie

Chociaż czytam wcale nie tak mało i chociaż nie jestem studentką od wczoraj, to nadal istnieją książki, podczas czytania których mózg się rozgrzewa do niebezpiecznych temperatur.
Połączone arkady, międzyfilarowe i międzyprzyporowe, wspierają jednorodny, szeroki mur z kamienia łamanego, który wyżej, ponad arkadami, staje się znacznie cieńszy zamieniając wątek na ceglany.
Niby nic takiego. Niby kilka linijek wcześniej bywały gorsze. Niby każde słowo oczywiste i znane. Jednak przy 22 stronie mam ochotę rzucić to wszystko i ruszyć w świat.
Nie będę wymieniała tytułu, co by nie robić antyreklamy. Praca beznadziejna. Chaotyczna. Do rana będę robić notatki, żeby coś mądrego z tego wyciągnąć. A do wieczora je układać, aby tworzyły logiczną całość. Tak jakby sam autor nie mógł tego zrobić. Mam nadzieję, że moja praca licencjacka nie będzie na tak wątpliwym poziomie. Czasem mi się marzy, aby znalazł się pewien mądry człowiek o szerokich zainteresowaniach i podjął na nowo badania nad pewnymi cennymi obiektami.

A tymczasem na ulicy Pijarskiej w Krakowie:


Dzisiaj nie ma wycieczek i niekończących się spacerów. Dzisiaj jest teoria i żmudne notatki. Czasem też trzeba.

sobota, 10 sierpnia 2013

Kraków nie zmienił wcale oblicza swego starego, jest, czym był, owym relikwiarzem na piersiach Polski, tylekroć na próżno malowanym, bo go ani ołówek Stroobanta, ani pióro Kremera, wielkiego artysty słowa, nie pochwyciło, tak całym a dziwnym, a osobliwie i po swojemu pięknym, jak on jest*

Codziennie rano otwierając oczy uświadamiam sobie, jak ten czas szybko leci. Ledwie była niedziela, a dzisiaj mamy już sobotni wieczór. I tak przeleciał cały miesiąc, jak mieszkam w Krakowie. Jeszcze niecały miesiąc i będę musiała wracać do domu. Póki co, nie za bardzo jestem w stanie sobie to wyobrazić. Obowiązki, obowiązki i obowiązki.

Po mojej aktywności tutaj można sądzić, że Kraków nie jest zbytnio inspirujący. Jednak, zapewniam Was Kochani, jest zupełnie przeciwnie. Jest tyle rzeczy, o których chciałabym Wam opowiedzieć, a mimo to, jakoś ciężko mi wieczorem usiąść spokojnie z kubkiem herbaty i coś tu stworzyć.

Przede wszystkim, nie trzeba być geniuszem, żeby na to wpaść, Kraków jest rajem dla historyka sztuki, tego przyszłego również. Mam tutaj wiele możliwości, począwszy od podziwiania architektury, zarówno tej średniowiecznej, jak i najnowszej a skończywszy na muzeach, których chyba nie sposób zliczyć.
Ostatnie upały nie pozwoliły mi tego dostatecznie wykorzystać. Chociaż trochę się tego nazbierało.

Dzisiaj, korzystając z tego przyjemnego ochłodzenia, spacerowałam cały dzień po Kazimierzu. Przy odrobinie cierpliwości pięknie i inspirująco. Na pierwszy rzut oka, sztuczna żydowskość i kicz. Mimo to, oczarował mnie klimat żydowskiej księgarni na ul. Józefa. Niesamowity wybór książek wydawnictwa Austeria (jak dla mnie ulubione wydawnictwo pod względem edycji, mają w sobie ich książki jakiś niezwykły klimat i zapach... dobrej książki) oraz, tutaj także duże zaskoczenie, wiele książek w wersji anglojęzycznej.
Tak, to takie typowe dla mnie, zaczynać opowiadać o miejscu od księgarni... a przecież Kazimierz to także Plac Wolnica z ratuszem, gdzie obecnie swoją siedzibę ma Muzeum Etnograficzne, Plac Nowy z pysznymi zapiekankami i targiem staroci i dosłownie wszystkiego innego, synagogi, począwszy od Starej, przekształconej obecnie w muzeum, skończywszy na działającej do dzisiaj synagodze Remuh. Uwagę zwracają również liczne restauracje w stylu żydowskim, ale dla mnie to raczej objaw wszechwładnej komercji i tej sztucznej żydowskości, o której wspominałam przed chwilą. Z kolei pozytywne wrażenie robią na mnie stare klimatyczne nazwy ulic: Estery, Izaaka, Jakuba, Józefa, Warszauera, Kupa.
Przed oczami mam nadal wielkie gotyckie kościoły: Bożego Ciała i św. Katarzyny. Krakowski gotyk robi na mnie ciągle wrażenie, tym bardziej, że jestem obecnie na etapie jego bliższego poznania.
Na zakończenie tej kazimierzowskiej  wyliczanki niech wspomnę jeszcze dwa barokowe kościoły: Paulinów na Skałce i  św. Trójcy. Ten Pauliński jest mi zdecydowanie bliższy a to ze względu na to, że spacerując nad Wisłą czasem tam zaglądam. Jest niezwykle bogatym źródłem ikonograficznym, o czym się przekonałam przygotowując kiedyś o nim referat na zajęcia z ikonografii.

Chciałabym Wam pokazać zdjęcia tych wszystkich miejsc, ale przez moje nieogarnięcie przydarzyła się rzecz okropna, otóż wraz ze śmieciami wyrzuciłam akumulatorek do aparatu i teraz pozostaje mi jedynie robić zdjęcia aparatem, co już nie jest w żaden sposób przyjemne.

Na jutro, korzystając z okazji, że w większości krakowskich muzeów można bezpłatnie zobaczyć wystawy stałe, mam już przygotowaną całkiem długą listę. Sztuka XX wieku w Gmach Głównym (co z tego, że widziałam ją chyba z 5 razy, jest tak ogromna, że nadal kręci mi się w głowie od nadmiaru eksponatów już przy drugiej sali), Sukiennice, Sztuka Starożytna, kamienica Szołayskich. Być może coś jeszcze?



*Józef Ignacy Kraszewski, Wycieczka do Krakowa, 1871


wtorek, 23 lipca 2013

Kiedy spaceruję uliczkami Krakowa czuję się jakbym była cały czas zakochana. Czy tyle endorfin może być skutkiem po prostu bycia? Niektórzy pytają, czy jestem pierwszy raz w Krakowie. Nie, ale każdego dnia odkrywam coś nowego, zauważam nowe naczółki, gzymsy, kościelne szkarpy. Nawet okienne obramienia są piękne, jeśli tylko chce się to dostrzec.
Strasznie dużo emocji w tym moim byciu tutaj. I bardzo dużo mnie. Już dawno nie czułam, że wszystko jest tak bardzo zależne ode mnie i na wyciągnięcie ręki.
 

środa, 10 lipca 2013

Notes prowansalski i inne radości

Przyjemny dzień. Kameralnie, bez nadmiernej słodyczy, bez sztucznych uśmiechów. Spokojnie, tak po prostu. Jakby to było takie normalne i przyjemne kończyć dwadzieścia dwa lata.
Był słonecznikowy tort, któremu nie zdążyłam zrobić zdjęcia zanim go zjedliśmy i piękny słonecznik w prezencie. Swoją drogą, skąd wiedział, że kocham słoneczniki?

Lubię otrzymywać prezenty. Nie chodzi mi tutaj o prezenty, jako pewne materialne i namacalne przedmioty świadczące o jakimś tam statusie obdarowującego (czasem bardziej niż obdarowanego), ale o podarunki przemyślane i od serca. Takie, które mówią, że obdarowujący nas zna bądź pragnie poznać. Zna nasze gusta, upodobania, marzenia... Lubię, gdy podarunki zaskakują i są osobiste. Takie najbardziej zapamiętuję. Pióro z Watermana, które cudownie służy mi do dziś. Gdy nim piszę, przypominam sobie swoją radość już na widok samej niebieskiej torebki i tą myśl, o tym, jaki skarb się tam chowa. Jest moją pamiątką. To był prezent od najważniejszych dla mnie osób. Nic nie musiałam mówić. Oni po prostu wiedzieli. Babcia zawsze wiedziała.
Równie zaskoczona byłam, gdy jakiś czas później od innej Ważnej Osoby dostałam do niego pompkę i kałamarz z atramentem w kolorze encre bleu. Chociaż dostałam w życiu wiele niezwykłych prezentów, trafionych i cudownych, to ten jest najbardziej mój. Może komuś się to wydawać błahe, ale dla mnie to było coś bardzo wyjątkowego, bardzo osobistego i wzruszającego.

Dzisiaj otrzymałam już kolejny kałamarz atramentu. W sumie jest to teraz jedna z tych rzeczy, która zawsze będzie stanowiła dla mnie miły podarunek. Jest taka lista rzeczy, która mnie zawsze ucieszy. Do niej należy właśnie atrament encre bleu.

Zaskoczona zostałam jednak czym innym. Słonecznikiem, to już wiadomo, ale stałam się posiadaczką Notesu Prowansalskiego. Jest wyjątkowy. Pięknie wydany, doskonałe fragmenty szkiców Adama Wodnickiego, zdjęcia prowansalskiej Francji, zapach... Ma zdumiewający zapach, świeżo drukowanej książki. A przecież to notes. Jeszcze nie wiem, jakie moje myśli są godne tak pięknej oprawy, ale myślę, że wkrótce znajdzie swoje zastosowanie. Cieszy mnie to, że w świecie wszechpanującego kiczu i takiej okropnej tandety, powstają przedmioty po prostu... piękne i pełne takiego czarującego klimatu, tym bardziej, jeśli jest to... notes.

Można pomyśleć, że coś ze mną nie tak. Bo przecież, ile radości może sprawić człowiekowi notes i kałamarz atramentu encre bleu? Jednak, nieskromnie przyznam, że lubię w sobie tą umiejętność cieszenia się takimi drobnostkami i ciągle staram się doszukiwać radości w tym, co mnie otacza.

Wszystkiego dobrego z okazji moich dwudziestych drugich urodzin!

(swoją drogą, nadal się czuję tak samo, jak wtedy kiedy miałam 17 lat, więc może czas stoi jednak w miejscu?)

sobota, 6 lipca 2013

Kraków

W Krakowie czuję się już jak w domu. Dobrze mi tam. Lubię ten moment kiedy wysiadam z autobusu, przedzieram się przez tunel, przed galerią skręcam, idę chwilę wzdłuż peronów i już jestem w zupełnie innej rzeczywistości.
Lubię także spędzać czas w redakcji. Nawet jeśli nie robię tam nie wiadomo jak ekscytujących rzeczy. Po prostu lubię tam przebywać. Chyba też coraz lepiej sobie radzę. Ostatnio z ust Pana Redaktora padła nawet pochwała. Zresztą panuje tu bardzo przyjemna atmosfera.
Lubię również tą chwilę, kiedy wychodzę z redakcji i kieruję się w stronę Wisły i spaceruję Bulwarem Rodła a następnie Czerwińskim. Aż do Paulinów. Wybieram wąskie uliczki, w które turyści się nie zapuszczają. Bez ulotkarzy i restauracyjnych zachęcaczy. Wbrew pozorom są jeszcze takie miejsca. Szczególnie na Kazimierzu.
Jeszcze są muzea. Tutaj też zdarzają się perełki. O jednej z nich chcę Wam opowiedzieć coś więcej, ale to dopiero, kiedy odeśpię tych kilka zwariowanych dni. Niezwykłe miejsce. Nie tylko dla miłośników sztuki, ale również tych, co kochają dobrą książkę.
Trzymajcie się ciepło!


sobota, 29 czerwca 2013

Chyba dałam radę. Skoro zaczynam od środy, znaczy, że nie było źle. W drodze nadrobię książkowe zaległości. W końcu znajdzie się czas na książki z półki, których jest całkiem sporo.
Przede wszystkim jednak, towarzystwo, w którym przyjdzie mi pracować przez najbliższe miesiące :)


Być może nie jest to jakieś niesamowite osiągnięcie, ale mimo wszystko cieszy.
Mnie w każdym razie bardzo cieszy.
Cieszy też to, że jest Ktoś kto jest z tego mojego małego sukcesu dumny.

czwartek, 20 czerwca 2013

Na zielono

Jeszcze 10 dni i znowu Kraków.
Jednak teraz spójrzcie, jaka piękna zieleń.
Marzę o takiej zieleni.






poniedziałek, 20 maja 2013

Nie jestem ani dzielna ani silna. Mam dosyć. Nie mam już siły.




To jedne z ostatnich obrazów namalowanych przez van Gogha. Obydwa powstały w 1890 roku. Dzisiaj mają dla mnie zupełnie wyjątkową wymowę. Oddają moje uczucia, wątpliwości, słabość. Tak, słabość.

sobota, 20 kwietnia 2013

Zbliża się okres Pierwszych Komunii i postanowiłam zdziałać coś nowego. Nazbierało się teraz trochę pracy. To chyba dobrze. Może będzie łatwiej nie myśleć o niektórych sprawach. Dzisiaj powstał również bukiet na zamówienie, jednak nie jestem do niego zbyt przekonana. Jutro spojrzę na niego jeszcze raz, świeżym spojrzeniem i może coś wymyślę.
Jednak z filiżanek jestem bardzo zadowolona.

Pozdrawiam!






wtorek, 22 stycznia 2013

Jak się okazuje, o Śląsku wiem niewiele.

Więc, kubek gorącej herbaty, ciepłe skarpety ulubione, koc i  lektura na dziś, czyli...*



a Prywatne życie Mony Lisy nadal czeka na lepsze czasy. A przyznaję, wciągnęły mnie jej losy. I kusi, kusi... Dlaczego zawsze jak mam się uczyć wszystko tak kusi? I jeszcze mam zaczęte Jak zostać królem, co akurat trochę mniej kusi, ale zawsze jednak przynajmniej trochę.

Ale nie. Twardo się trzymam. I usunęłam z widoku.



*lektura nieco z przymusu, cytując koleżankę z ławki: A ciebie, Magda, to nie interesują ci wszyscy Dziadoszanie, Ślężanie, Bobrzanie? Przecież to jest takie ciekawe...
hmm... nie, chyba jednak nie, gdyby profesor rozpoczął od dwudziestolecia międzywojennego, byłoby mi łatwiej polubić wykłady a im głębiej w las... tym większa ogarnia mnie panika.