wtorek, 1 lipca 2014

Dobra rada Vincenta. Listy do brata. Vincent van Gogh.

O Vincencie van Goghu zostało powiedziane już wiele. Jego życie zostało sprowadzone do niezwykłej, romantycznej historii nieszczęśliwego człowieka. Każdy wie, kim był Vincent van Gogh. Artystą. Nieszczęśliwym człowiekiem. Chorym szaleńcem. Wariatem w słomkowym kapeluszu. Samobójcą, który za życia nie sprzedał żadnego obrazu. Nieudacznikiem, który miał czelność żyć tyle lat na utrzymaniu brata, Theo. A w końcu artystą, którego dzieła, na przekór losowi, biją dzisiaj rekordy na aukcjach.

Jednak okazuje się, że miał on bardzo wiele do powiedzenia w kwestiach sztuki. Jego listy, które pisał do swojego brata, są przepełnione pięknymi słowami, radami nie tylko dla odbiorców sztuki, ale również ich twórców. W tych listach poznajemy Vincenta - człowieka wrażliwego i mądrego, nadzwyczaj krytycznego dla siebie. To, co mnie ujmuje w Vincencie, to nie tylko jego wrażliwość i umiejętność dostrzegania piękna, ale także jego umiłowanie życia, jego prostota i szczerość.

Zauroczona Vincentem, chciałabym Wam, Kochani Czytelnicy, pokazać go właśnie takiego - prostego człowieka o ogromnym sercu. Może to trochę szalony pomysł, ale zapraszam Was w niezwykłą podróż. Towarzyszcie mi, proszę, w mojej przygodzie z Vincentem. Znacie już moją miłość do Vincenta, więc spodziewajcie się, że będzie czasem bardzo osobiście, wręcz intymnie. Czasem Vincent mnie rozzłości i nie będę się mogła z nim zgodzić.

Dzisiaj posłuchajcie dobrej rady, która będzie świetnym początkiem naszej przygody z Vincentem. Zacznijmy od początku...

Czyli, jak czerpać radość z obcowania ze sztuką? Jak nauczyć się ją rozumieć?

Rób częste wycieczki i kochaj przyrodę - tylko w ten sposób można się czegoś nauczyć i rozumieć sztukę coraz lepiej, coraz lepiej. Malarze rozumieją i kochają przyrodę i dlatego uczą nas, jak należy na nią "patrzeć". Są przecież malarze, którzy potrafią malować tylko dobre obrazy, którzy nie potrafiliby źle malować. Zresztą zdarzają się i zwykli śmiertelnicy posiadający dar robienia rzeczy doskonałych.*


Pewnie Was to nie zdziwi, ale w związku z tym, że Vincenta darzę ogromną miłością, pisałam o nim już nie raz. Prawie rok temu podzieliłam się z Wami z moimi wrażeniami po przeczytaniu powieści inspirowanej jego życiem. O Słonecznikach Sheramy Bundrick możecie przeczytać tu. W chwilach słabości, pokazałam Wam, że jego obrazy, jak żadne inne, potrafią odzwierciedlać moje emocje. Pewnego dnia, mogliście również zobaczyć moje ulubione Buty i zobaczyć krótki film o jego losach.




Zostawiam Was teraz, ze Słonecznikami, bez których nie byłoby tego bloga. Piękne, prawda?
Życzę Wam dobrej nocy, Kochani!

-----
Vincent van Gogh, Listy do brata, tł, J. Guze, M. Chełkowski, Warszawa 1970, str. 17

wtorek, 24 czerwca 2014

AKCJA MOBILIZACJA

Miesiąc lipiec ogłaszam miesiącem mobilizacji i samodyscypliny. Jestem zmęczona. Przeraźliwie zmęczona swoim niezorganizowaniem, słabą wolą, brakiem samodyscypliny, brakiem wzrostu wskaźników mojej osobowości i innych takich.

Szukam skutecznych sposobów na szybką poprawę. 

Może układnie dokładnego planu działania i ścisłe się go trzymanie? Wyznaczanie konkretnych celi wraz z nagrodami za ich realizację? 
Co zrobić, żeby rano wstać, wziąć się do roboty i nie być śpiącą o 14-tej? I najważniejsze, nie stracić połowy dnia na nic nie robienie? 
A robić jest przecież co. Ogarnąć mieszkanie (nie zapomnijcie, że dążę do uzyskania tytułu perfekcyjnej pani domu; jak na razie wciąż mam tytuł średnio perfekcyjnej z przebłyskami całkiem całkiem perfekcyjnej), napisać do końca pracę licencjacką, przygotować się do obrony, zrealizować wszystkie bukietowe zamówienia, wyczarować coś nowego, poczytać, napisać coś, wyjść na spacer, pojeździć na rowerze, odwiedzić rodziców, nacieszyć się NIM.
A ja ostatnimi dniami ciągle bym spała...


Macie jakieś pomysły na dobrą organizację? 

niedziela, 8 czerwca 2014

Cała ja

Późny wieczór. Zauważam raczej słyszę w pokoju muchę... Co robię? Gaszę światło. Może mucha również zaśnie? Zaśnie. Jasne. Ale...

Siódma rano... Pierwsza wolna niedziela od dawna. Można spać i spać i .... Pamiętacie o wczorajszej musze latającej po pokoju? Co robię? No chyba nie wstanę, żeby ją przegonić. I tak jestem na przegranej pozycji. Gdyby był Mężczyzna... Ale nie, męskie sprawy. On musi. Musi znowu wyjechać. Tak, mecz. Tak, nie ma sensu wracać od razu po meczu. Tak, musi przetłumaczyć dokumenty. No... a mnie lata mucha nad głową. I brzęczy, jakby chciała wygrać konkurs na najbardziej upierdliwą muchę świata. Jak długo może żyć taka mucha? Już wczoraj latała, to ile jej zostało życia? Te brzęczenie może bym jeszcze przeżyła, ale czemu ona musi mnie DOTYKAĆ? Cóż zostaje mi zrobić? Chowam się cała pod kołdrą. Zaczekam na Mężczyznę. Telefon. Kochanie! Dzień dobry! How are you? I'll be back on Monday becouse...  (??? A co z muchą?!) So I don't want to come back to Katowice and again back to...

Klikam z a wyskakuje y? Dlaczego? Hmmm... chyba znowu coś się kliknęło... Jaki był skrót, żeby wszystko wróciło do normy? Przecież nie zadzwonię do A., żeby mi go znowu przypomniała... Dopiero wczoraj dzwoniłam z tym samym problemem... Co robię? Wyłączam komputer i włączam go ponownie. (nie ważne, że pisząc w edytorze tekstowym używam skrótów na kopiuj, wklej, kursywa, pogrubienie, podkreślenie, wyrównanie do prawej, lewej, wyjustowanie, wstawienie komentarza itd.)

Have you complain all the time? Charles Complain. Complain it's your second name.
Po chwili milczenia.
Magdalena Ask Question.
Spoglądam na Niego z zaskoczeniem. O co chodzi?
Ask question. Your second name.

Wywróciłam cały swój świat do góry nogami. Przeprowadzam totalną rewolucję. Mam już coś prawie skończonego, ale czuję, że to nie to. Na ostatni moment zaczynam wszystko od nowa. A potem przez kilka tygodni umieram ze strachu, czy się uda wszystko zrobić tak jak sobie wymarzyłam.

Dobrze. Zróbmy to. Zgadzam się. Ale teraz albo nigdy.

Cała ja.


Mój upragniony stan umysłu. Henri Matisse. Taniec życia. 1912.




sobota, 10 maja 2014

Internet

Po wielu tygodniach jest! To zaskakujące jak bardzo to jedno COŚ warunkuje nasze życie. Jak się bez niego przygotować na zajęcia? Jak bez niego spędzić miły wieczór? Skąd bez niego zaczerpnąć informacje? Jak bez niego poznać świat?

Ale w końcu jest! Internet. Stałe łącze. Swoją drogą, jest to pierwsza podpisana przeze mnie umowa. Więc chyba powinnam to jakoś uczcić??? Bo chyba już jestem dorosła skoro mam swój własny ruter z własnym stałym łączem???

To tak z przymrużeniem oka. A tak naprawdę, czasem tęsknie za zapachem ciasta, który roznosi się po domu od samego progu. Za ciepłą zupą pomidorową, która na mnie czeka po powrocie z uczelni lub pracy (i której nie muszę sama sobie ugotować). Za sterylną łazienką i błyszczącą kuchnią. Za zmywarką i ekspresem do kawy też tęsknię. Za naleśnikami, bo chociaż gotowanie idzie mi całkiem nieźle, to wizja pieczenia naleśników ogarnia mnie przerażeniem. To chyba ponad moje możliwości :)
Tęsknie również za czasami, kiedy moje kieszonkowe, stypendium i wypłata zostawały w dużej części w ulubionym sklepie a ja mogłam jeszcze zaoszczędzić na super wakacje :D

A tak poza tym, już chyba nie mogłabym zamieszkać razem z rodzicami...




czwartek, 3 kwietnia 2014

Berlin

Miało być spontanicznie. I tak chyba było.

W tym poście z założenia miało być dużo zdjęć z Berlina. Zdjęć nie będzie. Chociaż Berlin był. I ja w nim też. Tak trochę. Co prawda, raczej w hostelu, ale byłam.
Ledwie zaczęłam się wczuwać w klimat miasta a przyszło nieszczęście. Nie czekało zbyt długo. O 6.50 Berlin. Nieszczęście - nie później niż o 10.
O 11 i później - kolano już jak piłka do kosza ;)

A! Pamiętajcie, że nieszczęścia chodzą parami. Towarzyszka podróży sprzedała mi do tego jakieś paskudne przeziębienie.

Honorowo przeszłam spod Bramy Brandenburskiej do Placu Aleksandra. Jak? Nie pytajcie. Jednak nie byłam już na tyle honorowa, żeby przynajmniej raz wyciągnąć aparat albo chociaż telefon.

Nie było więc Wyspy Muzeów, u Dalego też nie byłam. Ani nawet zakupów nie było.

Po ośmiogodzinnej podróży - katordze, szybki prysznic i wizyta na pogotowiu. I te zaskoczenie. Ale kto pani to kolano nastawił? No samo się nastawiło. Jak? No tak. ;)
Pan Doktor był bardzo miły, ściągnął wodę z kolana. Kolano się zmniejszyło do rozmiarów piłki do ręcznej. Założył coś gipsopodobnego. Przepisał środki przeciwbólowe, które powinny być środkami usypiającymi. I tak już czwarty dzień odpoczywam. A właściwie, śpię.

Mężczyzna już wystawiony na ciężką próbę. Nie dość, że wszystko musi robić, to jeszcze za wszystko mu się obrywa. Wiadomo, jak człowieka boli, potrafi być okrutny. Póki co, daje radę ;)

Przygodom dziękuję. Na najbliższe kilka miesięcy. Potem - zobaczę.

Słońca Kochani!

niedziela, 23 marca 2014

Kierunek: Szczęście. Takie po prostu, najzwyklejsze, codzienne.

Wspominałam Wam już, że najbardziej cieszą mnie drobnostki? Że są rzeczy, z pozoru niewielkie, które dają mi wiele radości. Cieszę się jak dziecko, gdy widzę efekty swojego zaangażowania. Czasem wystarczy uśmiech, dobre słowo, spojrzenie w oczy, podanie ręki lub inna drobnostka, aby wytworzyła się wokół nas bardzo pozytywna energia. A ile jest radości, kiedy ta energia wraca do nas, gdy się tego nawet nie spodziewamy?

Moja prywatna lista, dzięki której każdy kolejny dzień jest lepszy od poprzedniego.

Po pierwsze
Najważniejszy jest początek dnia. To on nadaje rytm naszemu życiu. Uwielbiam ten moment, kiedy otwieram oczy i mam komu powiedzieć Dzień dobry, Kochanie! Najczęściej w odpowiedzi słyszę jeszcze Sleep! Sleep, please! Jednak, jak tu spać, kiedy czeka na nas nowy dzień? Nowe wyzwania? 
Rolety w górę! Zobacz, jak pięknie Słońce świeci! Dziś będzie dobry dzień! Potem witam się z moimi kwiatkami, z którymi, po etapie żółknięcia a następnie totalnego łysienia, coraz lepiej się dogaduję. Jeden z nich, o nieokreślonym pochodzeniu, zakwitł nawet. Mówię mu więc, że jest przepiękny. W tym momencie za plecami słyszę śmiech, Mężczyzna uważa, że jestem po prostu zabawna. A niech uważa, co chce. Grunt to komunikacja.

Cichutko, na palcach, zakradam się do kuchni. Parzę kawę dla siebie i kakao dla Mężczyzny. Mężczyzna też jest zabawny. Jak można pić kakao do śniadania?  Przygotowuję śniadanie. Jemy w łóżku, bo w kuchni zimno jeszcze. 

Po drugie
Drobne zmiany. Dążę do perfekcji. No cóż, taki typ człowieka. Widzicie nowy layout bloga? Nic szczególnego, ale ileż się musiałam z tym namęczyć przy moim komputerowym i internetowym nieogarnięciu? Jestem pod tym względem totalną ignorantką! Dlaczego grafika mi szarzeje, kiedy ją ładuje? Jaki GIF? Jak zrobić logo? Google plus? Jak to działa? Ale jest! Pewnie dla Was nie ma dużej różnicy, ale dla mnie jest ogromna i coraz bardziej cieszy moje oko.

Po trzecie
Minimalizm i porządek. To się wiąże z po drugie i bardzo długo musiałam do tego dojrzewać. 
Szare ściany? Szara kanapa? Tak! To prosta i świetna baza. Do tego kolorowe poduchy, turkusowy niewielki dywan, lekko industrialna lampa i czuję się jak u siebie w domu! 
Wyraźnie oddzielona strefa odpoczynek i praca. Wystarczył kawałek tapety z charakterem i już wszyscy wiedzą, gdzie pracuję a gdzie odpoczywam. 
Wcześniej nie wiedziałam, jaką przyjemność może mi sprawić biurko, na którym nie ma nic poza laptopem i kilkoma pojemnikami na niezbędne przedmioty. Mam miejsce na kubek z herbatą i książkę. Nie muszę przenosić wszystkiego na łóżko, żeby pracować. I jest to bardzo przyjemne uczucie. Polecam!
Idąc tym tropem, uporządkowałam pulpit. I jest super! Teraz wygląda tak:


A wcześniej? Nawet nie pytajcie! Nie chcę tego pamiętać!

Po czwarte
Rób to co TY chcesz! Rób to na co TY masz ochotę i realizuj SWOJE marzenia.
Z tym jest chyba najtrudniej. Trzeci miesiąc mieszkam bez rodziców. Drugi miesiąc z Mężczyzną. A wciąż zadaję sobie to głupie pytanie, co Mama pomyśli? I czasem nadal boję się jej reakcji! 
Jednak z każdym dniem jest coraz lepiej. Powtarzam sobie, że to jest MOJE życie i nikt go za mnie nie przeżyje. Że ktoś jest starszy i ma więcej doświadczenia? To bardzo dobrze! Ale ja muszę spróbować sama. Nie wyjdzie? Starsi - bardziej doświadczeni będą triumfować. A ja próbować nadal. Wyjdzie? Będę BARDZO szczęśliwa a starsi - bardziej doświadczeni, będą w duchu dziękować, że ich nie posłuchałam.

Po piąte
Share.
Dzielę się wszystkim, co mam. Nie zadaję pytania, co za to dostanę. Jaką będę miała z tego korzyść? Dobrze. Czasem zadaję z kokieterią to pytanie. 
Dzielę się przede wszystkim swoimi radościami, ale również smutkami. Z bliską mi osobą. Próbuję ją też tego nauczyć, aby nasze życie stało się jeszcze bardziej niesamowite i pełne radości. I to jest cudowne, kiedy w najmniej oczekiwanym momencie to do mnie wraca.


Jak sami widzicie, nie są to WIELKIE RZECZY, ale raczej błahostki. Jednak te błahostki mnie mobilizują i naprowadzają na właściwe tory. Nie zawsze udaje mi się realizować wszystkie punkty z tej listy. Czasem się złoszczę. Czasem coś tam nie wychodzi. Czasem stajemy przed poważnymi decyzjami. Czasem Mężczyzna nie chce moich skowronków. On wszystko przetrawia i analizuje głęboko wewnątrz. Jak jest nieszczęśliwy, to jest nieszczęśliwy. Tego też się uczę, że nie zawsze należy uszczęśliwiać na siłę, że szczęście nie jest równe szczerzeniu zębów od wschodu do zachodu słońca. 
W tym kierunku teraz dążę. Wiosna sprzyja zmianom i postanowieniom. Niech z każdą wiosną będzie nam lepiej!



Słońca na Niedzielę Kochani!