Dużo jeszcze pracy przed tobą, Magda. Zobacz, ściany nierówno pomalowali...
Gniazdko z TV wyrwane...
Magda, dlaczego kupiłaś taki mały stół?
Nie masz światła w łazience?
A te szmaty z okien zwisające, tfu, zasłony to tu były czy je sama kupiłaś?
Przecież to jest proste, wystarczy silikonem to potraktować tu, o i tu, zobacz... Jak to tak zrobisz będzie jak nowe...
Oj, dużo jeszcze pracy przed Tobą Magda...
I tak ciągle gdzieś w tle słyszę jego głos pełen dezaprobaty. A ja, mając cały Frankfurt jak na dłoni, słuchając szumu lasu i obserwując unoszone przez wiatr ku górze liście, mając na plecami swoje siedemdziesiąt metrów kwadratowych, czuję się jak Pani Wszechświata. Tak, świat należy do mnie.
Z reguły, gdy zaczynamy nowy etap swojego życia, zwany zmianą miejsca zamieszkania, coś już tam mamy zachomikowane. A to kiedyś dostaliśmy na gwiazdkę kubek ze zdjęciem Ukochanego, a to Babcia podarowała bieżnik po swojej Babce, a to mamy jakiś swój mebel, na który odkładaliśmy miesiącami z kieszonkowego.
Czasem jednak zaczynamy od zera. Tak, jak ja, tym razem... Jeszcze kilka tygodni temu, rozmawiając z Mamą przez telefon mówiłam do niej z uśmiechem, Mamo, wiesz, że jeśli dostanę to mieszkanie, nie mam nawet własnego kubka?
A dzisiaj, obserwuję Frankfurt z piętnastego piętra, trzymając w dłoni własny kubek, pełen zielonej herbaty. Dzień po dniu, coś zmieniam, układam, przekładam. Cieszy mnie każdy drobiazg, który mówi o mojej obecności tutaj. Przede mną jeszcze długa droga. Nie wiem, czy już odnalazłam swoje miejsce na ziemi. Czuję, że dzisiaj, teraz, to jest moje miejsce.
Zawsze, na naszej drodze pojawi się ktoś, kto zrobi wszystko lepiej niż my. Chociaż my się będziemy cieszyć, że mamy czysto i ciepło, on zauważy paproch pod łóżkiem i nierówno pomalowaną ścianę. Krytykować jest łatwo, trudniej, zakasać rękawy i wziąć się do roboty.
Moje miejsce na ziemi, moje mieszkanie jest najpiękniejsze, nie tylko w całym Frankfurcie, nie tylko w całych Niemczech, ale jest najpiękniejsze na całym świecie. Bo jest moje. Bo ja swoimi dłońmi, swoim sercem, oddechem, daje mu nowe życie...
I tak mimowolnie nasuwają mi się słowa Juliana Antonisza, o którym już Wam kiedyś opowiadałam tu.
Także, wiecie Kochani, świat należy do Was! Nie ma rzeczy niemożliwych, a pesymiści zawsze będą się pojawiać na naszej drodze. Oni zawsze znajdą skazę na gładkiej ścianie. Nie dajmy im jednak tej satysfakcji, step by step idźmy przed siebie. Oby do celu!
Pozdrawiam Was serdecznie!
czwartek, 13 sierpnia 2015
czwartek, 2 kwietnia 2015
Tytułu nie będzie
Gdyby ktoś zapytał, co się ze mną stało, moja odpowiedź pewnie brzmiałaby nie wiem. Po prostu, nie wiem. Mój styl życia uległ zupełnej przemianie. Praca? Ludzie, których poznałam? Nowe doświadczenia? Pewnie to wszystko po trochu miało na to wpływ. A ja, tak dziwnie łatwo popłynęłam z prądem. Nie wygląda to dobrze. Nie zrozumcie mnie źle, lubię swoje obecne życie. Mieszkanie na ósmym piętrze w ogromnym mieście, swoje językowe krzyżowce, spacery nad Menem, zimę bez śniegu. Jednak... w ciągu kilku miesięcy przeczytane zaledwie kilka książek. W świecie ebooków, to chyba bez znaczenia, że wzięłam ze sobą tutaj ich niewiele? Muzea widziałam jedynie z zewnątrz. A uwierzcie, dzieje się tutaj, dzieje w świecie sztuki. Lenistwo? Prawdopodobnie... Pieniądze? Pewnie również...
Gdzieś po drodze zgubiłam coś dla mnie bardzo ważnego. Właśnie wyruszam w podróż, w nadziei, że to odnajdę i będę w pełni szczęśliwa i spełniona. Nie chcę dłużej tego odwlekać w czasie. Nie ma na co czekać.
Zaczynam drobnymi krokami. Znowu czytam w drodze do pracy.
Gdzieś po drodze zgubiłam coś dla mnie bardzo ważnego. Właśnie wyruszam w podróż, w nadziei, że to odnajdę i będę w pełni szczęśliwa i spełniona. Nie chcę dłużej tego odwlekać w czasie. Nie ma na co czekać.
Zaczynam drobnymi krokami. Znowu czytam w drodze do pracy.
środa, 22 października 2014
...tam, gdzie zbiegają się przyjazne drogi, cały świat przez chwilę wydaje się domem*
Czasami naszą życiową ścieżkę kreśli przypadek. Przez zupełny przypadek spotykamy osobę, która zmienia nasze życie na zawsze. Przez przypadek...
Jednak czasami dobrze jest pokierować naszym losem. Nadać mu odpowiedni kierunek, popchać go do przodu. Mieć tą świadomość, że jest się kowalem własnego losu.
Do niektórych decyzji trzeba dojrzeć. Czasem warto posłuchać serca, intuicji, czy co tam jeszcze innego Wam szepcze do ucha i zrobić coś zupełnie szalonego i spontanicznego. Warto. Naprawdę. Próbujcie. Nawet, jeśli coś nie wyjdzie, utkniecie w martwym punkcie, nie wracajcie z podkulonym ogonem. Do odważnych świat należy. Spróbowaliście. Jesteście bogatsi o nowe doświadczenia. Przeżyliście prawdziwą przygodę. Niech podkulą ogon ci, którzy nie próbują, których satysfakcjonuje dach nad głową i ciepła strawa. Jeśli Ty, czujesz, że potrzebujesz czegoś więcej do szczęścia - idź przed siebie.
Może to dla Was, moi Drodzy, zupełny bełkot. Chciałam po prostu powiedzieć, że wróciłam. Potrzebowałam na to trochę czasu. Ciężko na to pracowałam. I mam szczerą nadzieję, że było warto.
Zaczynam zupełnie nowy rozdział w moim/naszym życiu. Czy musieliśmy uciec tak daleko, żeby zacząć na nowo, po naszemu, tak jak my chcemy? Nie wiem. Ale pewnie sami zdajecie sobie sprawę, że są miejsca, które nas duszą i tłumią w nas wszystko, co dobre. Bywa, że czujemy, że to nie jest to miejsce, w którym chcemy coś budować.
Za oknem wichura, krople deszczu uderzają o okna, zimno a my - tutaj. Szczęśliwi, zakochani. Słuchamy muzyki, rozmawiamy, śmiejemy się, gotujemy. I mamy ich, cudownych Przyjaciół. Taka nasza polsko-bułgarsko-afrykańska przyjaźń.
Kochani, biorę się za porządki, trzeba pozamiatać te wszystkie pajęczyny, zdechłe muchy i tchnąć trochę życia w to miejsce!
--------
* Hermann Hesse
Jednak czasami dobrze jest pokierować naszym losem. Nadać mu odpowiedni kierunek, popchać go do przodu. Mieć tą świadomość, że jest się kowalem własnego losu.
Do niektórych decyzji trzeba dojrzeć. Czasem warto posłuchać serca, intuicji, czy co tam jeszcze innego Wam szepcze do ucha i zrobić coś zupełnie szalonego i spontanicznego. Warto. Naprawdę. Próbujcie. Nawet, jeśli coś nie wyjdzie, utkniecie w martwym punkcie, nie wracajcie z podkulonym ogonem. Do odważnych świat należy. Spróbowaliście. Jesteście bogatsi o nowe doświadczenia. Przeżyliście prawdziwą przygodę. Niech podkulą ogon ci, którzy nie próbują, których satysfakcjonuje dach nad głową i ciepła strawa. Jeśli Ty, czujesz, że potrzebujesz czegoś więcej do szczęścia - idź przed siebie.
Może to dla Was, moi Drodzy, zupełny bełkot. Chciałam po prostu powiedzieć, że wróciłam. Potrzebowałam na to trochę czasu. Ciężko na to pracowałam. I mam szczerą nadzieję, że było warto.
Zaczynam zupełnie nowy rozdział w moim/naszym życiu. Czy musieliśmy uciec tak daleko, żeby zacząć na nowo, po naszemu, tak jak my chcemy? Nie wiem. Ale pewnie sami zdajecie sobie sprawę, że są miejsca, które nas duszą i tłumią w nas wszystko, co dobre. Bywa, że czujemy, że to nie jest to miejsce, w którym chcemy coś budować.
Za oknem wichura, krople deszczu uderzają o okna, zimno a my - tutaj. Szczęśliwi, zakochani. Słuchamy muzyki, rozmawiamy, śmiejemy się, gotujemy. I mamy ich, cudownych Przyjaciół. Taka nasza polsko-bułgarsko-afrykańska przyjaźń.
Kochani, biorę się za porządki, trzeba pozamiatać te wszystkie pajęczyny, zdechłe muchy i tchnąć trochę życia w to miejsce!
--------
* Hermann Hesse
czwartek, 17 lipca 2014
Czwartkowo pozytywnie
Jestem najzupełniej świadoma, że obecna pogoda sprzyja raczej nastrojowi na muchę, która utknęła w czymś lepkim i gęstym. Jednak u mnie, mimo to, jest cudownie i bardzo energetycznie. Niewątpliwie wpływa na to moje (no dobrze, NASZE) muzyczne odkrycie tygodnia. Miesiąca. Roku. Sama nie wiem. Nie, jednak moje odkrycie. Mężczyzna zna tą dziewczynę od lat. I kocham go również za to, że dzięki niemu odkrywam takie pozytywne cuda. Jestem totalnie w niej zakochana. Gdybym była mężczyzną, śniła by mi się po nocach.
Tak, to jest mój sposób na piękny dzień. Polecam. Ostrzegam. Uzależnia.
A co wywołuje uśmiech na Waszych twarzach? Jakie są Wasze sposoby na leniwe czwartki?
Cudownych chwil dzisiejszego popołudnia!
wtorek, 8 lipca 2014
Przeprowadzki, przeprowadzki, przeprowadzki :D
Nigdy nie należałam do odważnych osób. Do tych tchórzliwych prawdopodobnie również nie. Raczej do tych wygodnych. Wszystko zmieniło się rok temu, kiedy zaczęłam wprowadzać zmiany w swoje życie. Zarówno bardzo drobne, które można wręcz nazwać kosmetycznymi, jak i ogromne, które po części może i wynikały z odwagi, ale czasami również z przypadku, czy sprzyjających okoliczności. I tak znalazłam się w miejscu, w którym teraz do Was piszę. Za chwilę to miejsce znowu ulegnie zmianie. Jednak tym razem muszę bardziej ograniczyć swój bagaż. No i wyląduję w miejscu, odległym od moich bliskich, nie o kilkadziesiąt kilometrów, ale kilka tysięcy. Kiedy o tym rozmawialiśmy kilka miesięcy temu, była to dla mnie jakaś zupełna abstrakcja. Dobrze, ty pojedziesz. Przygotujesz wszystko. Ja jednak zrobię magistra gdzieś tutaj. Potem do ciebie dołączę. Będziemy się odwiedzać co weekend. Mamy wprawę w życiu na odległość.
I następne miesiące znowu wszystko wywróciły do góry nogami. Okazało się, że nie potrafimy już bez siebie żyć. Już nie uśmiechają nam się kilkudniowe wyjazdy w pojedynkę i weekendowe randki. Każde z nas woli wrócić do domu, nawet późnym wieczorem i nawet, jeśli rano musi gnać kilkadziesiąt kilometrów z powrotem. A co jeśli wolałabym jechać z Tobą?
I po chwili te abstrakcyjne rozmowy przechodzą w realną sytuację. Zostało przetłumaczyć dokumenty, sprzedać samochód, kupić bilety.
Jesteśmy młodzi, zakochani, pełni energii i świat stoi przed nami otworem ;)
A ja wciąż trochę nie wierzę, że się na to wszystko zgodziłam. To na pewno JA? Całe życie byłam przekonana, że nigdy tego nie zrobię. A teraz jestem szczęśliwa. Zrobimy coś razem. Dla nas. Będziemy w końcu żyć bez czujnych i "uprzejmych" chcemydlawasdobrze i niemartwciesieprzejdziewam.
I następne miesiące znowu wszystko wywróciły do góry nogami. Okazało się, że nie potrafimy już bez siebie żyć. Już nie uśmiechają nam się kilkudniowe wyjazdy w pojedynkę i weekendowe randki. Każde z nas woli wrócić do domu, nawet późnym wieczorem i nawet, jeśli rano musi gnać kilkadziesiąt kilometrów z powrotem. A co jeśli wolałabym jechać z Tobą?
I po chwili te abstrakcyjne rozmowy przechodzą w realną sytuację. Zostało przetłumaczyć dokumenty, sprzedać samochód, kupić bilety.
Jesteśmy młodzi, zakochani, pełni energii i świat stoi przed nami otworem ;)
A ja wciąż trochę nie wierzę, że się na to wszystko zgodziłam. To na pewno JA? Całe życie byłam przekonana, że nigdy tego nie zrobię. A teraz jestem szczęśliwa. Zrobimy coś razem. Dla nas. Będziemy w końcu żyć bez czujnych i "uprzejmych" chcemydlawasdobrze i niemartwciesieprzejdziewam.
wtorek, 1 lipca 2014
Dobra rada Vincenta. Listy do brata. Vincent van Gogh.
O Vincencie van Goghu zostało powiedziane już wiele. Jego życie zostało sprowadzone do niezwykłej, romantycznej historii nieszczęśliwego człowieka. Każdy wie, kim był Vincent van Gogh. Artystą. Nieszczęśliwym człowiekiem. Chorym szaleńcem. Wariatem w słomkowym kapeluszu. Samobójcą, który za życia nie sprzedał żadnego obrazu. Nieudacznikiem, który miał czelność żyć tyle lat na utrzymaniu brata, Theo. A w końcu artystą, którego dzieła, na przekór losowi, biją dzisiaj rekordy na aukcjach.
Jednak okazuje się, że miał on bardzo wiele do powiedzenia w kwestiach sztuki. Jego listy, które pisał do swojego brata, są przepełnione pięknymi słowami, radami nie tylko dla odbiorców sztuki, ale również ich twórców. W tych listach poznajemy Vincenta - człowieka wrażliwego i mądrego, nadzwyczaj krytycznego dla siebie. To, co mnie ujmuje w Vincencie, to nie tylko jego wrażliwość i umiejętność dostrzegania piękna, ale także jego umiłowanie życia, jego prostota i szczerość.
Zauroczona Vincentem, chciałabym Wam, Kochani Czytelnicy, pokazać go właśnie takiego - prostego człowieka o ogromnym sercu. Może to trochę szalony pomysł, ale zapraszam Was w niezwykłą podróż. Towarzyszcie mi, proszę, w mojej przygodzie z Vincentem. Znacie już moją miłość do Vincenta, więc spodziewajcie się, że będzie czasem bardzo osobiście, wręcz intymnie. Czasem Vincent mnie rozzłości i nie będę się mogła z nim zgodzić.
Dzisiaj posłuchajcie dobrej rady, która będzie świetnym początkiem naszej przygody z Vincentem. Zacznijmy od początku...
Czyli, jak czerpać radość z obcowania ze sztuką? Jak nauczyć się ją rozumieć?
Pewnie Was to nie zdziwi, ale w związku z tym, że Vincenta darzę ogromną miłością, pisałam o nim już nie raz. Prawie rok temu podzieliłam się z Wami z moimi wrażeniami po przeczytaniu powieści inspirowanej jego życiem. O Słonecznikach Sheramy Bundrick możecie przeczytać tu. W chwilach słabości, pokazałam Wam, że jego obrazy, jak żadne inne, potrafią odzwierciedlać moje emocje. Pewnego dnia, mogliście również zobaczyć moje ulubione Buty i zobaczyć krótki film o jego losach.
Zostawiam Was teraz, ze Słonecznikami, bez których nie byłoby tego bloga. Piękne, prawda?
Życzę Wam dobrej nocy, Kochani!
-----
Vincent van Gogh, Listy do brata, tł, J. Guze, M. Chełkowski, Warszawa 1970, str. 17
Jednak okazuje się, że miał on bardzo wiele do powiedzenia w kwestiach sztuki. Jego listy, które pisał do swojego brata, są przepełnione pięknymi słowami, radami nie tylko dla odbiorców sztuki, ale również ich twórców. W tych listach poznajemy Vincenta - człowieka wrażliwego i mądrego, nadzwyczaj krytycznego dla siebie. To, co mnie ujmuje w Vincencie, to nie tylko jego wrażliwość i umiejętność dostrzegania piękna, ale także jego umiłowanie życia, jego prostota i szczerość.
Zauroczona Vincentem, chciałabym Wam, Kochani Czytelnicy, pokazać go właśnie takiego - prostego człowieka o ogromnym sercu. Może to trochę szalony pomysł, ale zapraszam Was w niezwykłą podróż. Towarzyszcie mi, proszę, w mojej przygodzie z Vincentem. Znacie już moją miłość do Vincenta, więc spodziewajcie się, że będzie czasem bardzo osobiście, wręcz intymnie. Czasem Vincent mnie rozzłości i nie będę się mogła z nim zgodzić.
Dzisiaj posłuchajcie dobrej rady, która będzie świetnym początkiem naszej przygody z Vincentem. Zacznijmy od początku...
Czyli, jak czerpać radość z obcowania ze sztuką? Jak nauczyć się ją rozumieć?
Rób częste wycieczki i kochaj przyrodę - tylko w ten sposób można się czegoś nauczyć i rozumieć sztukę coraz lepiej, coraz lepiej. Malarze rozumieją i kochają przyrodę i dlatego uczą nas, jak należy na nią "patrzeć". Są przecież malarze, którzy potrafią malować tylko dobre obrazy, którzy nie potrafiliby źle malować. Zresztą zdarzają się i zwykli śmiertelnicy posiadający dar robienia rzeczy doskonałych.*
Pewnie Was to nie zdziwi, ale w związku z tym, że Vincenta darzę ogromną miłością, pisałam o nim już nie raz. Prawie rok temu podzieliłam się z Wami z moimi wrażeniami po przeczytaniu powieści inspirowanej jego życiem. O Słonecznikach Sheramy Bundrick możecie przeczytać tu. W chwilach słabości, pokazałam Wam, że jego obrazy, jak żadne inne, potrafią odzwierciedlać moje emocje. Pewnego dnia, mogliście również zobaczyć moje ulubione Buty i zobaczyć krótki film o jego losach.
Zostawiam Was teraz, ze Słonecznikami, bez których nie byłoby tego bloga. Piękne, prawda?
Życzę Wam dobrej nocy, Kochani!
-----
Vincent van Gogh, Listy do brata, tł, J. Guze, M. Chełkowski, Warszawa 1970, str. 17
Subskrybuj:
Posty (Atom)

